sobota, 08.04.2017 23:52

Zbójnictwo na Żywiecczyźnie - cz. II

Oceń artykuł
(1 głos)
Zbójnictwo na Żywiecczyźnie - cz. II
Żywieccy zbójnicy odegrali też dużą rolę poza Beskidem Żywieckim i kotliną. Nasz region uważany był w dawnych wiekach za matecznik zbójectwa. Pewne trendy i wzorce zachowań przenoszone były i na sąsiednie okolice. Za pożywieniem i poprawą bytu udawali się zbójcy też w lasy i góry bliżej Górnego Śląska, na Orawę lub region śląsko – morawski.

W rejonie Bielska – Białej wciąż żywą jest w legendach postać Klimczoka, rzekomo dorównującego sławą Ondraszkowi i Janosikowi ze Słowacji. Trudno jednak stwierdzić o kogo dokładnie może chodzić. Według badań i dokumentów pod koniec XVII wieku działało dwóch Klimczoków, Mateusz i Wojciech. Pochodzili z Żywiecczyzny i prawdopodobnie łączyło ich bliskie pokrewieństwo. W roku 1696 postrachem dla szlachty, księży i karczmarzy był Wojciech Klimczok. Po długich, wieloletnich właściwie, poszukiwaniach i pościgach ujęto go w Rajsku (obecnie powiat oświęcimski). Odesłany został do Oświęcimia i tam stracony. Rok później, w 1697, złapany został pochodzący z Lipowej Mateusz Klimczok. Zaczął siać postrach kilka lat wcześniej, w okolicach Bielska. Za bazę wypadową obrał sobie Mikuszowice. Miał tam wielu sojuszników, więc zostawiał często łupy. Ale też tam właśnie został pojmany przez podwładnych starosty oświęcimsko – zatorskiego. O ile jego ludzi stracono również w Oświęcimiu, o tyle samego Mateusza przewieziono aż do Krakowa, gdzie poddany został torturom, celem wyciągnięcia zeznań na temat wspólników. Egzekucja odbyła się na podkrakowskim Wzgórzu Lasoty (obecnie Krzemionki, w tzw. Starym Podgórzu). W tym samym miejscu, gdzie niespełna 50 lat wcześniej powieszono Kostkę Napierskiego. W legendzie i współczesnym przekazie czyny obu tych Klimczoków najprawdopodobniej zlane są w dokonania jednej osoby. Ślady czynów Mateusza Klimczoka przetrwały w dużym stopniu dzięki zeznaniom Kubicy z Mikuszowic. Był to tamtejszy kmieć, żyjący ze zbójnikiem z dobrych stosunkach. Prawdopodobnie jego krewnym był stracony w 1709 w Żywcu Tomasz Kubica, zwany Szaławiłem. Wespół z Bartkiem Drozdem z Ciśca zasłynęli oni ze śmiałych napadów na dwory.

Ciekawe i pozostające w annałach wydarzenie miało miejsce w listopadzie 1701 roku. Do Żywca przyjechali bielscy rajcy, w celu weryfikacji i konfrontacji zeznań rozbójnika Walentego Jarczoka z Dziedzic. Twierdził on, że miał wielu wspólników w rejonie Żywca, którzy u siebie kradną. Nikt się jednak do współpracy nie przyznał, Jarczoka zgładzono niedługo potem, w Bielsku.

Niewiele szczegółów wiadomo o rozbójniku Błażku Gawliku. Pochodził on z Soli i tam stacjonował, ale ulubionym terenem jego „zbójowania” był Cieszyn. Został zabity przez specjalną grupę, powołaną do walki ze zbójnictwem. Odciętą głowę Błażka Gawlika mieszkańcy Żywca zmuszeni byli oglądać 11 kwietnia 1712 roku, co miało być posunięciem odstraszającym innych przed pójściem na drogę deprawacji.

W roku 1715 Mikołaj Jurek z Milówki i Michał Trzopa z Piotrowic dokonali wielu rozbojów na terenie dzisiejszego Górnego Śląska. Zostali ujęci w Milówce, u rodziców Jurka. Po wykonaniu wyroku śmierci jego ciało przez dwa dni wisiało na żywieckim rynku.

W ostatniej dekadzie XVIII wieku udało się władzy na Żywiecczyźnie zlikwidować największą największą „familię” zbójnicką. Przewodził jej Jurek Proćpak. Po ucieczce z więzienia ukrywał się on w lasach pod Baranią Górą. Szybko dołączyli do niego inni zbójnicy, w większości dezerterzy z armii austriackiej. Szybko stali się postrachem okolicy. Urządzali wycieczki rabunkowe na Śląsk, Orawę i Węgry. Działalność grupy zakończyła zdrada kochanki przywódcy. Proces trwał 9 dni. 14 stycznia 1796 roku dokonano egzekucji skazanych na powieszenie. Wśród nich było wielu górali śląskich, z Ustronia lub Wisły. Powieszenie Proćpaka, 25 stycznia 1796 roku, uznaje się za koniec historii zbójnictwa na Żywiecczyźnie.

Autor: Michał Cichy

Źródło:

„Zbójnicy żywieccy na Śląsku” Andrzej Golec, Kalendarz Żywiecki 2001.

Czytany 368 razy