Międzybrodzie Bialskie – tu wypoczywali naziści

Międzybrodzie Bialskie – tu wypoczywali naziści
Historia Odsłony: 6788

Josef Mengele, zwany „Aniołem Śmierci”, autor szalonych i nieludzkich eksperymentów przeprowadzanych w Auschwitz. Josef Kramer, komendant Birkenau. Otto Moll, kierownik krematorium, w którym okrutną śmierć poniosły miliony osób. To tylko niektórzy z „gości”, którzy odwiedzali „Solahütte”- nazistowskie letnisko w Międzybrodziu Bialskim.

Pierwsze domy wczasowe przeznaczone dla esesmanów powstały na przełomie lata i jesieni 1940 roku. Naziści najczęściej odwiedzali Międzybrodzie Bialskie w soboty. To urokliwe i malownicze miejsce szybko zdobyło ich uznanie. Dlatego też niebawem rozpoczęto budowę nowego ośrodka.

Przy pracach nad powstaniem „Solahütte” wykorzystano osadzonych w Auschwitz- Birkenau. Pierwsi więźniowie z Oświęcimia przybyli do Międzybrodzia na przełomie października i listopada 1940 roku. Wydawać by się mogło, że możliwość przynajmniej chwilowej ucieczki z największego obozu koncentracyjnego w Polsce zostanie przez wybranych robotników odebrana jako czas krótkiego oddechu. Prawda była jednak zupełnie inna. Praca przy wznoszeniu ośrodka była równie wyniszczająca. jak trudy obozowego życia. „Solahütte” powstał na stromym, skalistym terenie, na szczycie Kotelnicy. Wszystkie niezbędne do powstania budowli materiały musieli wnieść na szczyt wynoszącego 300 metrów wzniesienia. Kamieniołom, z którego pozyskiwano materiały do budowy, był oddalony od miejsca budowy o pół godziny drogi.

Więźniowie obozu byli zmuszani do dźwigania na swoich plecach ogromnych, ważących nawet 50 kilogramów worków z cementem. Trzeba jednak pamiętać, że robotnicy byli osłabieni warunkami panującymi w Auschwitz-Birkenau. Długotrwały, wyniszczający głód oraz fatalne warunki sanitarne panujące w obozie odcisnęły na nich okrutne piętno. Pracujący przy budowie musieli zmagać się ze skrajnym wyczerpaniem. Także nadzorujący budowę esesmani nie mieli litości dla swoich podwładnych. Więźniowie byli bici, a nawet szczuci psami. Nic więc dziwnego, że próbowali wszystkich możliwych sposobów, aby uciec od trudów budowy. Najlepiej pokazuje to przykład Tadeusza Pietrzykowskiego, jednego z najbardziej utytułowanych międzywojennych bokserów w Polsce. Wyczerpany okrutnymi warunkami panującymi na budowie, upuścił na swoją nogę drewnianą belkę. Dzięki temu został przewieziony do obozowego szpitala. Niestety, wielu pracujących tam więźniów nie miało tyle szczęścia. Powszechnym zjawiskiem na budowie ośrodka była śmierć z wyczerpania. Gnębieni, traktowani w nieludzki sposób więźniowie ginęli, by mógł powstać elegancki domek wypoczynkowy, w którym wypoczywali ich kaci. Trudno wyobrazić sobie bardziej gorzką ironię losu.

Mieszkańcy Międzybrodzia Bielskiego obserwowali pracę więźniów obozu. Ich zeznania dostarczają nam wielu informacji o tym, jak wyglądały poszczególne etapy budowy. Można się domyślać, co czuli widząc swoich rodaków, wycieńczonych katorżniczą pracą oraz długotrwałym głodem. Niektórzy mieszkańcy Międzybrodzia próbowali pomóc skazańcom. Niestety, nie było to takie proste. Esesmani surowo karali wszystkich, którzy odważyliby się nakarmić pracujących więźniów. Dlatego też starano się potajemnie przemycać pożywienie. Chowano je w różnych kryjówkach, takich jak stogi siana, skąd mogli je zabierać więźniowie.

Ośrodek został oficjalnie otwarty 21 kwietnia 1941 roku. Ostatnie prace porządkowe zostały ukończone w czerwcu tego roku. Obsługą wypoczywających nazistów zajmowali się przywożeni z obozu w Birkenau więźniowie. Na stałe pracowało tam jedynie kilka kucharek, które musiały dbać o komfort ich oprawców.

W 1942 roku z okolic pensjonatu wypędzono wszystkich zamieszkałych tam Polaków. Tereny te zostały zasiedlone przez volksdeutschy. Byli to ludzie, posiadający niemieckie korzenie, które zapewniały im wiele przywilejów i stawiały wyżej w hierarchii społecznej, niż Polaków. Dzięki temu personel obozu w Oświęcimiu mógł podczas krótkiego urlopu przebywać wśród ludzi znających język niemiecki.

Solahütte był popularnym miejscem wypoczynkowym dla członków SS aż do stycznia 1945 roku. Przez cały okres swojego funkcjonowania ośrodek cieszył się ogromną popularnością wśród nazistów. Znajdowało się w nim miejsce dla około 30 kuracjuszy. Goście ośrodka nie mogli na pewno narzekać na brak atrakcji. Ich pobyt w Międzybrodziu upływał pod znakiem tanecznych zabaw, które często trwały aż do świtu. Malownicza okolica zapewniała także rekreację gościom, ceniącym wypoczynek na świeżym powietrzu. Popularną rozrywką esesmanów były polowania, organizowane w pobliskich borach.

Nazistowski pensjonat nie przetrwał do chwili obecnej. Został rozebrany w 2011 roku. Na miejscu pozostały jedynie szczątkowe ślady udowadniające jego obecność.

Oglądając zdjęcia z „Solahütte odnalezione w 2007 roku we Frankfurcie, można zobaczyć grupę uśmiechniętych, cieszących się odpoczynkiem ludzi. Trudno sobie wyobrazić, że są to te same postacie, które odpowiadają za okrutną śmierć tysięcy ofiar obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Patrząc na ich promienne, beztroskie oblicza, można dojść do wniosku, że potrafili oni oddzielić swoje życie „zawodowe” od prywatnego, a zbrodnie, których się dopuszczali nie obciążały zbytnio ich sumienia.

Historia Solahütte kojarzy mi się ze słynnym filmem „Chłopiec w Pasiastej Piżamie”. Tam także pokazano dwie natury nazistów. Z jednej strony brutalny komendant obozu koncentracyjnego, bez zmrużenia oka wysyłający na śmierć tysiące bezbronnych więźniów. Z drugiej troskliwy ojciec, wzorowy mąż, wraz z rodziną mieszkający w wielkim, pięknym domu. Trudno dziś sobie wyobrazić, że ludzie na co dzień odpowiadający za śmierć milionów ludzi, mogli jednocześnie prowadzić tak bardzo zbliżone do normalności życie prywatne.

W Międzybrodziu Bialskim znajduje się także willa, wzniesiona dla pierwszego komendanta obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, Rudolfa Hessa. Zaliczany do ścisłej elity nazistów Hess, odpoczywał w tej malowniczej okolicy. Z zeznań świadków wynika, że jeden z największych zbrodniarzy wojennych, szczególnie upodobał sobie spacery po okolicznych lasach. Podobno pierwszy komendant Auschwitz uwielbiał zajadać się leśnymi owocami, które rosły w okolicy ośrodka. W pobliżu jego willi znajdował się także schron przeciwlotniczy. Obecnie dawna posiadłość Hessa została zmodernizowana i jest własnością osoby prywatnej.

Miejsce, w którym powstało Solahütte jest oddalone od obozu Auschwitz- Birkenau zaledwie o 32 kilometry. Na tym niewielkim dystansie powstała granica, oddzielająca dwa całkowicie wykluczające się światy. Po jednej stronie stali zbrodniarze, którzy codziennie obmywali swoje ręce w hektolitrach krwi, wylewanej przez tysiące ofiar nazizmu. Jednak 32 kilometry dalej byli to już inni ludzie – kulturalni ( wszak wielu nazistów wywodziło się z niemieckiej arystokracji), ceniący sobie spokój i możliwość wypoczynku w tak urokliwej okolicy. Podobno każdy człowiek, w zależności od zaistniałej sytuacji, zakłada różne maski. Nawet jeśli to prawda, trudno wyobrazić sobie większą skrajność postaw, niż ta występująca u nazistów. Tak jakby w jednej osobie kryły się dwie różne natury – sadystyczny, lubujący się w cierpieniach swoich ofiar morderca i uprzejmy, kulturalny człowiek o zwyczajnych i nieszkodliwych zainteresowaniach.

Przykład Solahütte pokazuje nam, że II wojna światowa nadal skrywa przed nami wiele tajemnic. Historycy każdego roku spotykają się z nowymi, zaskakującymi faktami na jej temat. Jednym z nich na pewno jest ośrodek letniskowy nazistów w Międzybrodziu Bialskim. Trudno sobie wyobrazić, że tak blisko Żywca, elita SS obmywała pełne krwi ręce w przepływającej także przez Żywiec rzece Sole. Wiedza o Solahütte może w znacznym stopniu zmienić nasze wyobrażenia o znajdującej się pod niemiecką okupacją Żywiecczyźnie.

Źródło zdjęcia: Gminna Biblioteka Publiczna im. Ambrożego Grabowskiego w Kętach

Drukuj