Wilhelm Brasse - wspomnienie

Wilhelm Brasse urodził się w Żywcu 3 grudnia 1917 roku. Jego rodzice byli polskimi patriotami, ojciec uczestniczył w wojnie z bolszewikami w 1920 roku. Praktykę w zawodzie fotografa Pan Wilhelm odbywał najpierw w Żywcu a następnie pracował w firmie „Foto-Korekt” w Katowicach. Po wybuchu II wojny światowej niemiecki okupant naciskał na Brassego, by podpisał volkslistę – nie zgodził się. Chcąc dołączyć do wojska polskiego we Francji, próbował przedostać się przez Węgry, próba ta nie powiodła się i 28 marca 1940 roku został złapany. Po kilku miesiącach trafił do KL Auschwitz. Był 31 sierpnia 1940 roku. W obozie otrzymał numer 3444. Podczas przesłuchania nowych więźniów zapytano Brassego o zawód, jak powiedział Pan Wilhelm w wywiadzie przeprowadzanym przez Ireneusza Jeziorskiego –

„Podałem, zgodnie z prawdą swój zawód – fotograf. Pamiętam jak dziś, zabrano mnie na przesłuchanie. Co umiesz z dziedziny fotografii? Byłem fotografem dość wszechstronnym. Im głównie chodziło o portrecistę i retuszera. Z pięciu czy sześciu zostałem wybrany tylko ja”(1).

Po tej rozmowie skierowano go do „pracy” – obozowa służba rozpoznawcza. Do jego obowiązków należało robienie zdjęć. Najpierw robił fotografie dowodowe esesmanom. Później zdjęcia do ewidencji obozowej – en face, profil i trzy czwarte twarzy w czapce. Z przymusowej pracy wywiązywał się dobrze, dzięki czemu zyskał uznanie władz obozowych. W miarę możliwości, z narażeniem życia starał się pomagać osobom przyprowadzanym do zdjęć – ofiarując im jedzenie czy papierosy, bądź stając w ich obronie, gdy znęcali się nad nimi kapo.

Josef Mengele przybył do Auschwitz końcem 1943 roku. W wywiadzie przeprowadzanym przez Ireneusza Jeziorskiego, Wilhelm Brasse tak mówił o tym zbrodniarzu:

„Po jakimś czasie przyszedł do mojego szefa, i wyjaśnił mu, że przyśle grupę kobiet żydowskich do zdjęcia. Ponieważ on prowadzi rasowe badania i należy im zrobić zdjęcia nago. Z przodu, z tyłu, z boku. Zawołał mnie szef i Mengele zaczał mi tłumaczyć, o co mu chodzi. Mengele tłumaczył mi bardzo grzecznie. (…)"(2).

Mengele był zadowolony z wykonanych zdjęć do tego stopnia, że wzywał Pana Wilhelma do siebie i tłumaczył mu szczegóły, na które fotograf powinien zwrócić uwagę:

„Na żadne inne tematy ze mną nie rozmawiał, tylko służbowo, fachowe rzeczy. Co jakiś czas przyprowadzano to dziesięć, to piętnaście dziewcząt i kobiet żydowskich. Potem przysyłał chłopców, mężczyzn, karłów. Samych Żydów. (…). Przysyłał ich do mnie, abym robił im zdjęcia. Nago. Dzieci dla doktora traktowane były jak rzeczy bezcenne” (3).

Eduard Wirths – naczelny lekarz SS również zlecał Panu Wilhelmowi robienie zdjęć do eksperymentów. Prowadził on eksperymenty na kobietach w bloku 11 w Auschwitz I. Ofiary tych doświadczeń umierały dziesiątkami w nieludzkich cierpieniach.

Wilhelm Brasse opuścił KL Auschwitz ostatnim transportem 21 stycznia 1945 roku. Przewieziono go do obozu w Mauthausen, następnie do Melku, skąd ewakuowano go do podobozu Ebensee, wyzwolonego przez wojska amerykańskie 6 maja 1945. Do Żywca Pan Wilhelm wrócił w lipcu 1945. Ważył 40 kg. Jak pisze Ireneusz Jeziorski:

„Zaraz po wojnie zrobił kilka turystycznych zdjęć w Beskidach. Od tego czasu nie wziął już aparatu fotograficznego do ręki” (3).

Przymusowa praca fotografa była dla Wilhelma Brasse wybawieniem od śmierci. Stała się również jego przekleństwem na całe życie, jak sam powiedział w filmie Ireneusza Dobrowolskiego „Portrecista”: ,,Nie mogę tego zapomnieć, z tym już umrę”. O przeżyciach obozowych nie chciał długo mówić, dopiero u schyłku życia dał świadectwo swoich koszmarnych przeżyć. Tak spotkanie w jednej z żywieckich szkół wspomina absolwent:

„Nie zapomnę nigdy jednego ze spotkań z Panem Brasse, które odbyło się w szkole średniej do której uczęszczałem. Choć minęło kilka lat, to chyba do końca zapamiętam salę pełną młodzieży siedzącej w ławkach, na podłodze, parapetach i tą kompletną ciszę, wszyscy byli wsłuchani w to co mówił ten człowiek. Słuchaliśmy i byliśmy przerażeni. Dzień wcześniej nauczyciel wyświetlił „Portrecistę” Dobrowolskiego. To przeżycie pozostanie we mnie na zawsze – cała klasa płakała… Po spotkaniu z Panem Wilhelmem zrozumieliśmy jeszcze więcej niż poprzedniego dnia…”

Pan Wilhelm Brasse zmarł 23.10.2012, miał 95 lat… Na koniec tego wspomnienia warto przytoczyć wyjątkowe słowa Pana Wilhelma Brasse, które powiedział w filmie „Portrecista”:

„Przechodziłem okropne rzeczy, to jest prawda, ale nie myślałem nigdy w ten sposób, że – a trzeba było podpisać ten cyrograf i mieć święty spokój. Miałem możliwość wyjścia, proponowano mi, tylko że to był rodzaj niehonorowego wyjścia. Przecież czułem się po prostu proszę pana jako prawdziwy Polak”.

Opracowanie: Ren

Przypisy:

1. Jeziorski I., Fotografia w praktyce społecznej. Szkice z antropologii wizualnej, Bielsko-Biała 2010, s. 43.

2. Jeziorski I., Fotografia portretowa cierpienia, "Kalendarz Beskidzki" 2011, s. 88.

3. Tamże, s. 89.

Źródło zdjęć:

- gosc.pl

- zywiecinfo.pl

rawstory.com

Kopiowanie materiałów zabronione.


Drukuj   E-mail