17 kwiecień
2026

Jak to było z tym dojrzewaniem u Habsburgów?

Autor: Redakcja Data publikacji: 20.05.2012 17:46
Artur Gabor z p. Wiesławem Bielem (z lewej) uznanym żywieckim biznesmenem, który wydatnie wspomógł finansowo wydanie tej powieści
Artur Gabor z p. Wiesławem Bielem (z lewej) uznanym żywieckim biznesmenem, który wydatnie wspomógł finansowo wydanie tej powieści

 Ukazanie się powieści Artura Gabora “Dojrzewanie u Habsburgów” to ważne wydarzenie dla życia kulturalnego Żywca. Zapowiadając ukazanie się tej książki informowaliśmy Was, że wkrótce podamy więcej szczegółów. Dotrzymując słowa oddajemy w Wasze ręce/oczy obszerny materiał. Pierwsza część to rozmowa z Arturem Gaborem. W części drugiej znajdziecie recenzję “Dojrzewania u Habsburgów”. I to nadal nie koniec niespodzianek związanych z tą wyjątkową powieścią, o czym przekonacie się już wkrótce. A tymczasem zapraszamy do lektury!

1. Mieszka Pan we Wrocławiu, skąd pomysł na to, aby napisać powieść, której akcja dzieje się w Żywcu?

 Z Żywcem jestem  nieprzerwanie związany przez wszystkie lata mego życia. Tutaj spędziłem dzieciństwo i młodość. W nim pobierałem edukację najpierw w SP nr 3 im. Adama Mickiewicza, a następnie w Technikum Przemysłu Drzewnego, w którym zdałem maturę. Tutaj mam bliskich krewnych. Wielu już na Cmentarzu Przemienienia Pańskiego, których groby nawiedzam kilkakrotnie każdego roku, ale sporo z nich żyje i co jakiś czas możemy się sobą nacieszyć…Tutaj mam też przyjaciół z lat szkolnych, kolegów i dobrych znajomych,  spotkanie z którymi zawsze należy, myślę iż obustronnie, do radosnych chwil…Wspomnę też iż na owym cmentarzu spoczywa wielu moich znajomych, sąsiadów w tym moi profesorowie z technikum Jan Mehlis i Karol Stokłosa,  przy grobach których także zawsze się zatrzymuję na modlitwę i zapalenie znicza…

Nieprzerwanie też i to nie tylko z racji częstego (kilka razy w roku) zawijania do Żywca śledzę rozwój tego miasta i całej tej mojej Małej Ojczyzny ciesząc się jej rozwojem (ba, niewątpliwym rozkwitem) i martwiąc się niepowodzeniami, jakie się też czasem tutaj objawiają. Na szczęście tych jest zdecydowanie mniej…

Zdolności literackie przejawiałem prawie, że od szkraba. W latach młodzieńczych, studenckich wydawało mi się, iż całkowicie poświecę się pisaniu, będę literatem całą gębą i przysporzę chluby memu miastu na tym polu już we wczesnej młodości. Rzeczywiście, miałem kilka udanych prób, pisałem opowiadania, w  warszawskich „Iskrach” wydano mi powieść pt. „Spalony”; po jakimś czasie zaadaptowano ją na widowisko telewizyjne emitowane w ekskluzywnym wówczas programie: poniedziałkowym Teatrze Telewizji Polskiej…Byłem wówczas członkiem Klubu Młodych Pisarzy przy Wrocławskim Oddziale Związku Literatów Polskich i permanentnie klepałem…biedę. Musiałem zdecydować czy zostać  prawie że kloszardem, w stylu pięknoduchów znad Sekwany, czy jakoś się ustabilizować. Wybrałem to drugie i poświęciłem się całkowicie dziennikarstwu. A że nie da się, w moim przekonaniu, uprawiać równocześnie obydwu tych dyscyplin, zamierzenia literackie posłałem ad calendas Greacas. Jednak, choć rzucony w wir ogromnej harówy reporterskiej i redakcyjnej, myślenie o „zawieszonej „profesji  prozaika czy nowelisty nigdy mnie nie opuszczało. Porównałbym to do takiego lekkiego, lecz ciągłego ćmienia zęba. I z takim, nigdy nie znikającym, dyskomfortem przeżyłem kilkadziesiąt lat…Dopiero gdy pojawiły się możliwości poświęcenia się całkowicie wymarzonemu, pięknemu pisaniu, podjąłem tę próbę z ogromny przejęciem i uradowaniem. Owocem tego szczęśliwego powrotu jest ta powieść pt. „ Dojrzewanie u Habsburgów”. Pytacie Państwo skąd pomysł, by była to powieść osadzona w realiach Żywca. Otóż, Moi Drodzy, ja miałem ją napisaną w głowie i noszoną w sercu przez wiele, wiele lat. I zawsze był w niej Żywiec i pałac Habsburgów, gdyż w miarę upływu czasu uświadamiałem sobie, iż edukację na poziomie średnim przeszedłem w wyjątkowej szkole, w wyjątkowych okolicznościach i wśród wyjątkowych  ludzi tak kolegów, jak i nauczycieli, i podjąłem w pewnym momencie solenne postanowienie, że  pozostawię ślad istnienia tej niezwykłej szkoły, w postaci powieści traktującej o pewnym wycinku z jej jakże już  długowiecznego działania, co, jak Państwo widzą, powiodło mi się i z powodu czego jestem niezmiernie  szczęśliwy…

 

Artur Gabor z p. Wiesławem Bielem (z lewej) uznanym żywieckim biznesmenem, który wydatnie wspomógł finansowo wydanie tej powieści

 2.     Skąd pomysł na to aby oprzeć konstrukcję powieści o temat Habsburgów?

 Odpowiedź na tak zadane pytanie jest prosta. Z każdym kolejnym miesiącem przebywania, i w ogóle mieszkania w tym pałacu ja i moi koledzy uświadamialiśmy sobie, coraz jaskrawiej, fakt  iż  posiedliśmy, prawem Kaduka, coś co wydarto siłą budowniczym i właścicielom tego niezwykłego obiektu. Ta świadomość  dojrzewała  w nas długo, tłumiona przez chyba strachliwe  milczenie osób, które powinny nas o tym, zaraz na początku, dokładnie poinformować oraz przez zalew demagogicznych i całkowicie fałszywych opinii, które wówczas nie szło nam nigdzie zweryfikować. Większość moich kolegów, spoza Żywca (a tych było ponad 90 procent) nie była  w stanie ugruntować sobie w tej drażliwej sprawie jasnego i jednoznacznego stanowiska w przeciwieństwie do mnie, który wyniósł z rodzinnego domu duży szacunek do żywieckich Habsburgów,  gdyż w nim zawsze mówiono o nich z dużym uznaniem a nawet tęsknotą…

Po transformacji ustrojowej w naszym kraju zaczęły pojawiać się, głównie za sprawą żywieckich historyków i publicystów,  źródła ukazujące rzetelnie, często  z dużą dozą nostalgii, historię  cieszyńsko – żywieckiej linii Habsburgów. Z radością  czytałem je w kolejnych wydaniach „Groni”, „Gazety Zywieckiej”, „Nad Sołą  i Koszarawą, „Kalendarza Żywieckiego” czy  pracach nieodżałowanej, Pani Zofii Rączka (jakże pragnąłem ofiarować jej moją książkę ze stosowną dedykacją), która w krótkim okresie nadrobiła wszystkie zaniedbania z okresu szalejącej cenzury i jakże skutecznie oczyściła z fałszu i hipokryzji wiedzę o tej jakże bolesnej historii…

3.Dlaczego akurat powieść?

Powiem uczciwie, iż trudno mi na to odpowiedzieć. Postanowiłem sobie, że będzie to powieść a nie żaden inny gatunek literacki; ten  wybór to najwspanialsze co autorowi czegokolwiek, zwłaszcza jednak piszącemu

„z literacka ”  jest dane. Nieskrępowanie w treści i przyjętej formie. Swoiste wyzwolenie od narzucanych  schematów i norm, dalekie jednak od przekonania: hulaj dusza, piekła nie ma…

Od początku ogarniałem całą przestrzeń tej opowieści i wiedziałem, że będzie to swoisty longier, jakiego nie da się pomieścić w noweli czy opowiadaniu.

 

 

 4.Jak długo zbierał Pan materiały do książki? Jak długo ona powstawała?

 Żadnych materiałów, Moi Kochani, nie zbierałem, gdyż, jak  wynika z tego co już powiedziałem, opowieść tę nosiłem w sobie przez długi czas i miałem ją tak poukładaną w głowie, że  nawet nie czyniłem żadnych zapisków czy notatek. Bywało, gdy poświęcałem jej czas uwolniony od wszelkich innych zajmujących mnie spraw, to czasami dokonywałem pewnych korekt  w kolejności poszczególnych podrozdziałów, ale ogólna jej wizja była niezmienna. I to działo się wyłącznie  we mnie, w mojej pamięci…

Gdy usiadłem  przy komputerze ze zdecydowanym postanowieniem, że  –  wszystko to co nagromadziłem w głowie w procesie cyzelowania  jej treści i ogólnego przesłania – w końcu przeniosę na papier, kończył się listopad 2010 roku. Finiszowałem pod koniec października 2011 roku, ale sama efektywna praca nad tą powieścią nie przekroczyła 9 miesięcy…

 5. Jak wyglądał proces tworzenia książki? Czy pisanie przychodziło Panu łatwo, czy miał Pan dni tzw. „pustki w głowie”?

Wydaje mi się, że na to pytanie już  dość obszernie odpowiedziałem. Nadmienię tylko, iż uważam, że twórca spod znaku jakiejkolwiek Muzy, nie może mieć „pustki w głowie”, gdy swoje dzieło przez lata nosi pod sercem, niczym brzemienna niewiasta wymarzone dziecię…

 

Artur Gabor wraz małżonką Krystyną na grzybobraniu w Borach Tucholskich

 6.Powieść określiłby Pan raczej mianem autobiograficznej  czy ma ona formę pamiętnika? 

Obydwa gatunki literackie przytoczone w tym pytaniu nie  mają  zastosowania przy analizie mojej powieści, gdyż zasadniczym znakiem rozpoznawczym jest pisanie w nich o jakichś wydarzeniach czy przeżyciach w pierwszej osobie. Tymczasem o sobie nie mówi tutaj autor, czyli Artur Gabor, tylko bohater powieści Leszek Rotak i nie ma tu znaczenia, że czyni to także w pierwszej osobie… Niemniej fałszywe byłoby twierdzenie, że fabuła tej powieści nie jest oparta, przynajmniej częściowo, na wspomnieniach, doznaniach  czy wzruszeniach autora…

 7. Powieść ma ciekawą narrację: opis dużej historii przeplata się ze szczegółowym opisem miasta, ulic i ludzi, ich emocji. Skąd taki styl książki ?

To już jest kwestia warsztatu  pisarskiego. Warsztatu kształtowanego przez wnikliwą lekturę dzieł innych autorów  szczególnie tych, którzy wytyczają często nowe kierunki w prozie, fascynują wyrobionego czytelnika i po prostu go uczą…Taki sposób prowadzenia narracji, jaki zastosowałem w mojej  powieści, jest  przy pewnych modyfikacjach  spotykany czasami w literaturze polskiej i obcej, ale rzekłbym: nie za często, przynajmniej jeśli chodzi o moje doświadczenia czytelnicze. Może ktoś z Państwa lub jakiś obyty w tym przedmiocie krytyk, literacki wskaże  na jakieś paralelne próby takiego prowadzenia akcji powieści.  Nie chciałbym jednak ułatwiać tego zadania i przechodzę do następnego pytania.

 8. Czy historie napisane w książce wydarzyły się naprawdę?

 Z całą pewnością prawdziwe są mury Nowego Zamku, podobnie jak, na przykład,  heroicznie stawiające opór  mijającym dziesiątkom lat kino „Janosik”. Prawdziwa jest też atmosfera panująca w tej szkole, lecz co do dziejących się w tej powieści zdarzeń radziłbym zachować  daleko idącą rezerwę. Po tylu latach autor nie jest w stanie określić, które z nich  wydarzyło się naprawdę, a które są wytworem jego fantazji podporządkowanej wytyczonej przez niego linii napięcia toczącej się akcji powieści…Jednak nie da się zaprzeczyć, że w tym czasie Polska nie była krajem w pełni samodzielnym, że zdarzył się październik 1956 roku i że  taka matura  miała  rzeczywiście miejsce. Co do reszty autor wypowiada się w zastrzeżeniu na początku.

 9. Pisze Pan o dorastaniu. Jak Pan sądzi, jak dziś należy mówić o wartościach w życiu młodego człowieka, by go zainteresować, a zarazem nie głosić przysłowiowych „kazań”?

To bardzo trudne pytanie i nie sposób na nie odpowiedzieć w kilku zdaniach. Trzeba by sięgnąć głęboko ;po wiedzę socjologiczną, psychologiczną, dokonać analizy tendencji politycznych. Nie chciałbym tutaj dokonywać jakiejś oceny, gdyż nie ukrywam, iż zależy mi na przychylności Państwa a moje opinie mogłyby temu zaszkodzić…Jedno nie ulega wątpliwości: moje pokolenie  było całkowicie inne od współczesnego. Mniej roszczeniowe, mniej agresywne i mniej wynaturzone. Jedyną naszą przywarą był ten wstrętny nikotynizm lecz o alkoholu, narkotykach  czy szokującej rozwiązłości  nie było mowy. I to nie tylko w naszej szkole, ale we wszystkich  żywieckich i dalszych. Byliśmy cisi i skromni, cieszący się z drobnostek. Może była to prosta kolej rzeczy po traumie strasznej wojny, jaką przeżywali nasi rodzice…Teraz to wszystko wygląda zupełnie inaczej i boje się, aby to zło, dające się zauważyć na każdym niemal kroku, nie odbiło się rykoszetem  godząc śmiertelnie w to  pokolenie, które właśnie zdaje ostatnie egzaminy maturalne…

 

Artur Gabor ze swym wnuczkiem Filipem Baszakiem

 10. Czy planuje Pan wydać kolejną powieść, której akcja będzie osadzona w Żywcu? 

Tak. Zapowiedziałem to w zajawce na IV stronie okładki książki, iż zamierzam napisać tryptyk powieściowy, poświęcony Żywiecczyźnie – krainie mojego dzieciństwa i młodości. Bardzo pragnę dotrzymać słowa na ile będzie mi to dane od Stwórcy…

P.S. Korzystając z okoliczności pragnę gorąco podziękować Panu Mirosławowi  Miodońskiemu  założycielowi i właścicielowi Wydawnictwa Żywia, za wydanie tej mojej powieści, żywiąc (sic!) nadzieję, iż nie stanie się ona dla Niego balastem nie do uniesienia.

Z Arturem Gaborem rozmawiała Katarzyna Lach.

Zdjęcia zamieszczone w wywiadzie pochodzą z archiwum prywatnego Artura Gabora.

Recenzja książki:

O przemijaniu i na przekór trwaniu miejsc, ludzi, wspomnień.

„Dojrzewanie u Habsburgów” Artura Gabora

W serii wydawniczej „Ożywia” wydawnictwa Żywia ukazała się powieść Artura Gabora „Dojrzewanie u Habsburgów”. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że jest to pierwsza powieść, której akcja rozgrywa się w Żywcu[1].

Narratorem i zarazem głównym bohaterem powieści jest Leszek Rotak, który wraz z kolegami stoi przed komisją egzaminacyjną po zdaniu egzaminów maturalnych. Sytuacja ta staje się dla protagonisty pretekstem do przypomnienia ciekawych epizodów, jakie zdarzyły się w trakcje czteroletniej edukacji w „leśniku”[2]. Utwór zaczyna się więc w ważnym, wręcz przełomowym momencie biografii bohatera-narratora.

Bertil Romberg podzielił powieść wykorzystującą pierwszoosobową narrację na trzy główne odmiany: powieść-pamiętnik; powieść-dziennik; powieść w listach[3]. Korzystając z tego podziału książkę Gabora zaliczam do kategorii powieść-pamiętnik. Narracja pierwszoosobowa sygnalizuje także, iż powieść ma formę autobiograficzną. Rotak przedstawia czytelnikowi fakty przeszłe i zakończone, sporządza sprawozdanie o tym co minęło. Przyjmuje rolę podmiotu przeżywającego zdarzenia i podmiotu opowiadającego.

Pseudoautor powieści-dziennika relacjonuje zdarzenia w toku ich stawania się z dnia na dzień, natomiast w przypadku powieści-pamiętnika patrzy na nie z pewnym dystansem, interpretuje je. Pozwala na to oddalenie czasowe od relacjonowanych zdarzeń. Tak też dzieje się w przypadku powieści Gabora, narrator relacjonuje przypadki, jakich doświadczył i jakie zdarzyły się innym osobom oraz interpretuje swoje dawne działania.

 W sposobie narracji dostrzec można ciekawe zabiegi. Pseudoautor-Rotak opowiadając wybrany epizod przechodzi od zdarzeń pozornie błahych do faktów mających znaczenie. Widoczne jest to w epizodzie wyjazdu na Pomorze w ramach kampanii ziemniaczanej, gdzie przedstawiono jak postacie w trakcie powrotu do domu trafiają do Warszawy i uczestniczą w wydarzeniach października 1956 roku. Scena ta też jest punktem kulminacyjnym książki, bohater dorasta, dojrzewa. Drugim zabiegiem jest zapis konstruowany wg. zasad progresji dramatycznej – narrator przechodzi od szczegółu do szczegół, nie selekcjonuje ich według skali ważności, konstruuje w ten sposób notatki – wspomnieniaz pobytu w „leśniku”.

Klasyfikując powieść Artura Gabora jako powieść o cechach autobiograficznych posługuję się wprowadzoną przez Philippe’a Lajeune’a kategorią „paktu autobiograficznego”. Nawiązując do tego określenia za autobiografię w sensie literackim uważa się tekst oparty na umowie zawartej pomiędzy autorem i czytelnikiem. Umowa ta dotyczy konwencji prawdy. Kategoria „paktu powieści autobiograficznej” głosi prawdziwość świata zmyślonego przedstawionego w powieści, na taką miarę, na jaką gra prawdy i zmyślenia pozwala. Różnice między autobiografią i powieścią autobiograficzną Lejeune formułuje:

„W jaki sposób odróżnić autobiografię od powieści autobiograficznej? Jeśli pozostać na planie analizy wewnętrznej tekstu, nie ma żadnej różnicy. Wszystkie postępowania, które autobiografista wykorzystuje, aby nas przekonać o autentyczności swojego opowiadania, powieść autobiograficzna może tylko imitować i często je imituje. Różnica jest więc zewnętrzna”[4].

„Imitację autobiograficzności” można rozróżnić na trzy rodzaje – autor buduje powieść, w której stwarza pozory własnej autobiografii, w rzeczywistości budując całościową lub częściową fikcję; autor stwarza pozory cudzej autobiografii, w rzeczywistości tworząc fikcję literacką; autor stwarza pozory cudzej autobiografii, do której wprowadza fragmenty własnej autobiografii[5]. W przypadku „Dojrzewania u Habsburgów” ostatnia kategoria wydaje się być najbardziej adekwatną.  Pamiętać należy, że jest to utwór powieściowy, co za tym idzie, zawiera elementy fikcjonalne.

Powieść autobiograficzna to gatunek bardzo różnorodny[6]. W literaturoznawstwie niemieckim szeroko stosuje się terminy dotyczące poetyki autobiograficzności takie jak Entwicklungsroman (powieść rozwojowa) i dwie odmiany tego gatunku – Bildungsroman (powieść o formowaniu się) oraz Erziehungsroman (powieść o wychowaniu). W „Dojrzewaniu u Habsburgów” znajdujemy i te cechy powieści – Leszek Rotak dorasta/dojrzewa i formuje się, postać przechodzi też inicjację, poznaje smak używek, przeżywa pierwszą miłość.

„Dojrzewanie u Habsburgów” to nie tylko opowieść o losach młodych bohaterów. Tłem wydarzeń powieściowych, a także – co ciekawe – ich swoistym bohaterem jest Żywiec, „mała ojczyzna” Artura Gabora. Książka wiele mówi o atmosferze i aurze Żywca lat 50-tych. Dzięki licznym i szczegółowym opisom miejsc (również tych, które już dziś nie istnieją) przypomina czarnobiałą pocztówkę/fotografię. Fikcja literacka wcale nie przekreśla faktu, że podane informacje są historycznie poprawne i opis niezniszczonego jeszcze pałacu Habsburgów zachowany we wspomnieniach pisarza jest wiarygodny. Porównanie powieści Artura Gabora z wspomnieniami Zdzisława Marii Okuljara „W dawnym Żywcu” na płaszczyźnie obrazowania miasta jest jak najbardziej uzasadnione[7]. Podobieństwo to zauważyć można np. przy wspomnieniach dotyczących kina, które pojawiają się zarówno w dziele Okuljara, jak i Gabora.

Miejsca i ludzie w powieści Gabora podlegają procesowi mitologizacji. Pałac – miejsce zamieszkania i nauki jest miejscem bezpiecznym, niesamowitym, z jego sekretnymi kątami, obraz szkoły-instytucji i nauczycieli w przeważającej części pozytywny, natomiast archetypy matki i ojca stanowią synonim bezpieczeństwa, troski. Pisarz umiejętnie wykorzystuje topos szkoły, przyjaźni oraz pierwszych miłosnych wzruszeń. Opisy nasycone są intymnością, oniryzmem, wtopione w ludzką przestrzeń wewnętrzną i oswojoną. Idąc dalej tym tropem powieść Gabora można zaklasyfikować do nurtu „literatury małych ojczyzn”, określanego też jako „proza mitograficzna”, „proza korzenna”, „proza nostalgiczna”[8]. Według Przemysława Czaplińskiego powieści zaliczające się do tego nurtu spaja słowo klucz – nostalgia. Ich tematyka skupia się wokół tęsknoty, poczucia utraty, pielęgnowania wspomnień, idealizacji przeszłości, przemijania a często również lęku przed przyszłością[9]. Mapa „nostalgicznych punktów” na mapie Polski to np. Gdańsk obecny w powieściach Stefana Chwina i Pawła Huellego, Śląsk Cieszyński z upodobaniem opisywany przez Jerzego Pilcha, okolica Beskidu Niskiego obecna w twórczości Andrzeja Stasiuka czy Wrocław przedstawiany przez Marka Krajewskiego. Artur Gabor za sprawą powieści „Dojrzewanie u Habsburgów” zaznacza na mapie tej kolejny punkt – Żywiec.

 „Dojrzewanie u Habsburgów” to powieść o poszukiwaniu przeszłości, przemijaniu i na przekór trwaniu: miasta, ludzi, rzeczy i miejsc. Powieść napisana ciekawie, żywo i barwnie bez wątpienia wyjątkowa i ważna, stanowić będzie nieodłączny element biblioteki nie tylko miłośnika Żywiecczyzny ale też miłośnika dobrej literatury.


 

[1] Należy uwzględnić w tym miejscu informację, że Stanisław Jeziorski napisał powieść „Chłopcy z realki”, nie została ona jednak wydrukowana i pozostaje w rękopisie.

 

[2] „Leśnik” to oczywiście potoczne określenie Technikum Przemysłu Leśnego w Żywcu (a współcześnie Zespołu Szkół Drzewnych i Leśnych w Żywcu) mieszczącego się w pałacu Karola Olbrachta Habsburga, stąd też tytuł powieści „Dojrzewanie u Habsburgów”.

 

[3] Por. M. Głowiński, Od dokumentu do wyznania: o powieści w pierwszej osobie [w:] Tegoż, Powieść młodopolska. Studium z poetyki historycznej, Kraków 1997, s. 231.

 

[4] P. Lejeune, Wariacje na temat pewnego paktu. O autobiografii, red.: Regina Lubas-Bartoszyńska, tłum.: Wincenty Grajewski, Stanisław Jaworski, Aleksander Labuda, Regina Lubas-Bartoszyńska, Kraków 2007, s. 23.

 

[5] Por. R. Lubas-Bartoszyńska, Od dokumentu do fikcji (rzecz o powieści autobiograficznej) [w:] Tejże, Między autobiografią a literaturą, Warszawa 1993, s. 170.

 

[6] Różnorodność tą doskonale obrazuje książka Reginy Lubas-Bartoszyńskiej; Por. R. Lubas-Bartoszyńska, Między autobiografią a literaturą, Warszawa 1993.

 

[7] Por. Z. M. Okuljar, W dawnym Żywcu, Żywiec 1992.

 

[8] Por. M. Pater, Proza nostalgiczna [w:] Słownik literatury polskiej, red.: M. Piechota, M. Pytasz, P. Wilczek, Katowice 2006, s. 935.

 

[9] Por. P. Czapliński, Wzniosłe tęsknoty. Nostalgie w prozie lat dziewięćdziesiątych, Kraków 2001.

.

 

Przeczytaj także

„Nigdy nie zaginie górolskie godanie” – XIV Dyktando Gwarowe w Węgierskiej Górce za nami!

W czwartek, 16 kwietnia 2026 roku, Ośrodek Promocji Gminy Węgierska Górka stał się stolicą beskidzkiej mowy. Blisko 60 uczestników stanęło…
Czytaj więcej

Magia codzienności i siła literatury – spotkanie autorskie z Katarzyną Ryrych w Żywcu

Już w najbliższy poniedziałek Żywiecka Biblioteka Samorządowa zamieni się w przestrzeń pełną literackich emocji. Gościem specjalnym będzie Katarzyna Ryrych –…
Czytaj więcej

Młodzi mają głos! Ruszył nabór do Młodzieżowego Sejmiku Województwa Śląskiego

Chcesz mieć realny wpływ na to, co dzieje się w Twoim regionie? Marzysz o karierze społecznika lub chcesz sprawdzić, jak…
Czytaj więcej

Ryk silników w skali 1:10! 9. Rajd Beskidzki otwiera sezon 2026

Pora odkurzyć nadwozia i sprawdzić ustawienia zawieszenia. Już w najbliższą niedzielę, 19 kwietnia, Bulwary nad Sołą zamienią się w arenę…
Czytaj więcej

Antyczny eksperyment na scenie MCK Żywiec. „Medea/Elektra” w interpretacji Teatru K

Zemsta, siła i tragiczny los greckich księżniczek – już w najbliższą sobotę w Miejskim Centrum Kultury w Żywcu młodzi aktorzy…
Czytaj więcej

Śpiewajmy razem! Wielkie święto młodych talentów w Klubie Papiernik

Scena żywieckiego Klubu Papiernik wypełniła się dziś dziecięcą radością, energią i muzyką. Wszystko to w ramach wyjątkowego wydarzenia pod hasłem…
Czytaj więcej