19 kwiecień
2026

Żywiec. Historia zwykłego miasta w niezwykłych okolicznościach – na 81. rocznicę wyzwolenia

Autor: Redakcja Data publikacji: 02.04.2026 16:53

Są miasta, które historia wybiera nie dlatego, że są ważne, ale dlatego, że są zwykłe. Żywiec był właśnie takim miejscem — cichy, opisbezksztaltny na mapie wielkich wydarzeń, położony na pograniczu między górami a drogami prowadzącymi ku południu. Rynek, kościół, stacja, browar. Praca, szkoła, rodzina. Nic szczególnego — co w przypadku historii XX wieku oznacza, że miał szczególnie mało szczęścia.

Tę opowieść warto zacząć od bunkrów. Beton pamięta lepiej niż słowa, a bunkry pod Węgierską Górką pamiętają dwie rzeczy jednocześnie — i właśnie to czyni je tak wymownym punktem wyjścia. W 1939 roku stanęły tu polskie schrony bojowe, które miały zamknąć przejścia przez beskidzkie doliny. Przeszły do historii jako „Westerplatte Południa”: garść ludzi trzymała pozycje przeciw nieporównanie większym siłom, opóźniając rozbicie Armii „Kraków”. Kilka lat później te same wzgórza były już pokryte niemieckimi umocnieniami — schronami Koch, zaporami, pozycjami budowanymi w pośpiechu od 1944 roku. Tamte pierwsze bunkry broniły państwa. Te drugie ratowały front, który się sypał. Miasto zmieniło właściciela obrony, zachowując krajobraz betonu — co jest, w pewnym sensie, obrazem całej jego wojennej historii.

Żywiec wchodził w wojnę jako miasto z pewną przeszłością za sobą. Habsburgowie — ich obecność oznaczała tu coś więcej niż ziemię i pałac. Oznaczała ciągłość, która ma smak i datę: gospodarczą, społeczną, symboliczną. Coś, co daje miastu poczucie, że ma swój czas i swój rytm. Niemcy wkroczyli na początku września 1939 roku, ale prawdziwy przełom nastąpił 8 października, kiedy Hitler dekretem włączył region do Rzeszy. Żywiec przestał być miastem okupowanym — miał zostać przekształcony. To ważna różnica. Okupacja zakłada, że coś się kiedyś skończy i wróci to, co było. Przekształcenie zakłada, że tamtego świata już nie będzie.

Landrat Eugen Hering zarządzał powiatem, struktury NSDAP organizowały życie publiczne, przestrzeń symboliczna miasta była systematycznie przerabiana. Ale najpoważniejszą operacją była ta demograficzna. Akcja Saybusch, uruchomiona 22 września 1940 roku pod kierownictwem Ericha von dem Bach-Zelewskiego, wysiedliła z Żywiecczyzny blisko 50 tysięcy Polaków — niemal jedną trzecią mieszkańców regionu. Na ich miejsce sprowadzano kolonistów z Bukowiny. W 1944 roku Niemcy stanowili już około jednej czwartej ludności samego miasta. To nie była klasyczna polityka terroru. To była próba wymiany społeczeństwa.

W tej historii jest kilka momentów, które dobrze pokazują, czym naprawdę jest rozpad świata — nie jako abstrakcja, lecz jako konkretne ludzkie zdarzenie. Jednym z nich jest los Karola Olbrachta Habsburga. We wrześniu 1939 roku ten człowiek założył mundur Wojska Polskiego i zgłosił się na ochotnika — co przy jego pozycji nie było gestem symbolicznym, lecz wyborem z konsekwencjami. Aresztowało go gestapo 9 listopada. Jego żona Alicja pozostała w areszcie domowym; w niemieckich dokumentach figurowała jako „fanatyczna Polka”, co w tamtym języku brzmiało jak kwalifikacja do usunięcia. W 1943 roku Himmler formalnie uznał rodzinę za Polaków, majątek skonfiskowano, część rodziny deportowano do Strausbergu. Interweniowały środowiska szwedzkie i europejskie rodziny arystokratyczne — bez skutku. Symbol ciągłości dawnego Żywca przestał istnieć nawet jako symbol.

Równolegle, w sposób bez porównania bardziej bezwzględny, unicestwiano społeczność żydowską związaną z dzielnicą Zabłocie. Deportacje zaczęły się w 1941 roku. Zniknęli ludzie, którzy przez pokolenia byli częścią miasta — jego handlu, rzemiosła, codziennego życia. Zostały po nich nie tyle ruiny, ile milczenie. Luka, której nie wypełnia się innymi ludźmi.

Koniec wojny przychodził do Żywca stopniowo i brutalnie. Od lata 1944 roku Niemcy intensywnie budowali umocnienia wokół miasta. 25 stycznia 1945 roku sowieckie lotnictwo zbombardowało centrum — zniszczono część zabudowy, uszkodzono kościół, zginęli cywile. Przez kolejne tygodnie walki toczyły się o wzgórza i drogi w całym regionie: nie jedno dramatyczne wejście, lecz mozolne, krwawe rozgryzanie kolejnych pozycji.

Wojska radzieckie weszły do Żywca wieczorem 4 kwietnia 1945 roku. Następnego dnia miasto uznano za wyzwolone.

Wycofujące się oddziały niszczyły jednak wszystko, co zdążyły: wysadzono mosty, zdewastowano infrastrukturę, podpalono zakłady przemysłowe. Zniszczonych zostało 126 budynków drewnianych i 68 murowanych, ucierpiały ratusz, szkoły, elektrownia, poczta. Spłonął drewniany kościół w Starym Żywcu. Miasto było wolne — i połowie rozebrane przez tych, którzy je opuszczali. Warto przy tym odnotować, że lokalna konspiracja zdążyła przeciąć kable prowadzące do części ładunków wybuchowych, ratując fragmenty infrastruktury przed wysadzeniem. Wyzwolenie to nie była wyłącznie kwestia frontu — działo się też w piwnicy, nocą, przez kogoś z nożyczkami i decyzją, którą musiał podjąć sam.

Ostatni niemieccy żołnierze opuścili Żywiecczyznę dopiero na przełomie kwietnia i maja.

Na 81. rocznicę wyzwolenia łatwo skupić się na dacie. Daty są wygodne — dają poczucie, że historia ma wyraźne granice, że coś się kończy i coś zaczyna. Ale 5 kwietnia 1945 roku nie był powrotem. Był końcem jednej rzeczy i początkiem czegoś zupełnie innego.

Nie wróciła społeczność żydowska. Nie wrócił świat habsburski, nie wrócił porządek, który miał swoje zakorzenienie i swoją ciągłość. Miasto odbudowywało się — powstawały zakłady, napływali nowi mieszkańcy, życie wracało. Ale była to nowa ciągłość, zbudowana na gruncie, z którego poprzednią wyjęto.

Żywiec jest dobrym przykładem właśnie dlatego, że nie jest wyjątkowy. To, co mu się przydarzyło, przydarzyło się setkom polskich miast: rozpad etapami, wymiana ludzi, zniszczenie i odbudowa w zupełnie innych warunkach. Rocznica wyzwolenia jest więc czymś więcej niż wspomnieniem końca okupacji. Jest przypomnieniem, że historia nie cofa się — idzie do przodu, i zabiera ze sobą rzeczy, których już nie oddaje.

Źródła: M. Sikora, Niszczyć, by tworzyć. Germanizacja Żywiecczyzny 1939–1945; M. Sikora, Deportacje Polaków z ziemi żywieckiej; Muzeum Miejskie w Żywcu, „Kwiecień 1945 roku”; materiały IPN dot. Akcji Saybusch; Sztetl.org.pl; Towarzystwo Miłośników Ziemi Żywieckiej.

Przeczytaj także

Wielki sukces ucznia z Milówki! Łukasz Piętka laureatem Ogólnopolskiej Olimpiady „O Diamentowy Indeks AGH”

Zespół Szkół Ogólnokształcących i Technicznych w Milówce ma powód do wielkiej dumy. Łukasz Piętka, uczeń klasy 4B liceum ogólnokształcącego, wywalczył…
Czytaj więcej

Sukcesy młodych artystów z Żywiecczyzny! Małe Magurzanki i Mała Ziemia Żywiecka na podium w Dąbrowie Górniczej

Pałac Kultury Zagłębia stał się w ostatnich dniach areną wielkich sukcesów reprezentantów naszego regionu. Podczas 16. Festiwalu Folklorystycznego „Zagłębie i…
Czytaj więcej

Piraci drogowi pod lupą. Kaskadowy pomiar prędkości na żywieckich drogach!

Ponad setka mandatów, złamane zakazy sądowe i nowa rzeczywistość prawna – to bilans wzmożonych działań kontrolno-prewencyjnych przeprowadzonych wczoraj na terenie…
Czytaj więcej

„Nigdy nie zaginie górolskie godanie” – XIV Dyktando Gwarowe w Węgierskiej Górce za nami!

W czwartek, 16 kwietnia 2026 roku, Ośrodek Promocji Gminy Węgierska Górka stał się stolicą beskidzkiej mowy. Blisko 60 uczestników stanęło…
Czytaj więcej

Magia codzienności i siła literatury – spotkanie autorskie z Katarzyną Ryrych w Żywcu

Już w najbliższy poniedziałek Żywiecka Biblioteka Samorządowa zamieni się w przestrzeń pełną literackich emocji. Gościem specjalnym będzie Katarzyna Ryrych –…
Czytaj więcej

Młodzi mają głos! Ruszył nabór do Młodzieżowego Sejmiku Województwa Śląskiego

Chcesz mieć realny wpływ na to, co dzieje się w Twoim regionie? Marzysz o karierze społecznika lub chcesz sprawdzić, jak…
Czytaj więcej