O góralu-ortopedzie, który uleczył Franciszka Józefa

O góralu-ortopedzie, który uleczył Franciszka Józefa

Żywiecczyzna jest regionem, z którego pochodzi wielu wybitnych i wyjątkowych ludzi. Jednym z nich jest bez wątpienia Józef Juraszek "Ślopek" – chirurg i ortopeda wiejski. Ślopek potrafił wyleczyć złamany kręgosłup, leczył samego Cesarza Franciszka Józefa a służby w austriackim wojsku uniknął odcinając sobie palec!

  • Józef Juraszek z Jeleśni był ortopedą samoukiem
  • Ślopek dokonywał niezwykłych zabiegów nawet na słamanych kręgosłupach
  • Sława o niezwykłych umiejętnościach górala dotarła nawet do Wiednia

Józef Juraszek „Ślopek” żył, gospodarzył i mieszkał w Jeleśni na przełomie XIX i XX wieku. Ten niezwykły ortopeda samouk był protoplastą rodu sławnych składaczy połamanych kości u ludzi i zwierząt.


Nie chciał być żołnierzem austriackim

Urodził się w roku 1824. Mężczyźni z terenu ówczesnej Galicji w wieku 20 lat byli werbowani do armii zaborcy. Ślopek, by uniknąć wieloletniej służby w obcej armii, położył serdeczny palec prawej ręki na pniu i jednym uderzeniem siekiery odciął go całkowicie. Ranę zalepił chlebem zagniecionym z pajęczyną i już do wojska nie poszedł, bo w cesarskiej Austrii nie mógł być żołnierzem ten, komu jednego palca brakowało.


Zdrowy tryb życia

Józef Juraszek znany był z tego, że prowadził higieniczny i zdrowy tryb życia. Nigdy nie pozwalał przerywać sobie snu, choćby pacjent czekał w domu. Nie pijał alkoholu, z tego też powodu nie chodził na wesela. Dożył sędziwego wieku i zmarł w wieku 83 lat. Jego szczątki spoczywają 0d 1907 roku na przykościelnym cmentarzu. Na grobie był kamienny obelisk z wykutym epitafium, ułożonym przez pacjentów Ślopka. Niestety zabytkowy kamień, nad którym PTTK trzymało pieczę zaginął.

Słuchał uważnie, leczył skutecznie

Podczas wizyty Ślopek bardzo uważnie słuchał opowieści o wypadku, potem obejrzał miejsce urazu, a następnie kilkoma wprawnymi naciśnięciami i pociągnięciami osadzał kości w należytej pozycji. Józef Juraszek podejmował się również bardzo trudnych zabiegów jak operacja składania złamanego kręgosłupa. Kazał wówczas swym pomocnikom trzymać chorego za ręce, za nogi i głowę, wyprężyć jak strunę, a sam zdjąwszy kierpce pomagał sobie w zabiegu własnymi stopami.
Karol Gałuszka tak opowiadał o wypadku swojego ojca Macieja, który miał miejsce w lesie w czasie zwózki drzewa.



"Ojciec jechali z gronia. Był ta taki spod, ze się nie dało zjechaj. Uwiązali smyki na łańcuchu i wio!.Koń szarpnoł, a ojca porwało pod smyki. Potarasiło mu obie nogi. Pojechołek po Ślopka. Duzo nie robił ino palcami lekutko przejechoł i chrup - chrup - wsadzoł kości kany trza. Ociec na rany boskie wresceli, nale Ślopek nie puścili go z gorzci. Trzimoł go kwest jak w zielazak. Żebyś mi - powiado - bratku umiyroł na rękak, to cie niy pusce. I niy puścił, pokiyl syćkik kości nie naprawił. Był u ojca dwa razy nale to wystarcyło."


Józef Juraszek ze swoimi pacjentami – bez względu na to, czy był to żebrak, czy arystokrata – rozmawiał bardzo grzecznie. Ślopek nigdy nie podejmował się leczenia chorób wewnętrznych. Brzydził się wszelkiego rodzaju powszechnie praktykowanymi "zamawianiami", pozostawiając to jako "paprania" i "babranie" babkom wiejskim. Zalecał okłady z serwatki i żywokostu, a przede wszystkim - mawiał - "jo zrobił swoje, a wy mocie ostoć lezeć".
Ślopkowi nie zależało na pieniądzach. Datki pieniężne przyjmował wyłącznie w miastach, natomiast na wsiach za swoją pracę przyjmował dobrowolne datki w naturze: zboże, siano, płótno, nabiał itp.

Weterynarz cudotwórca

Ślopek podejmował się niewiarygodnych zabiegów chirurgicznych u zwierząt, szczególnie u koni.
Wspomniany wyżej Karol Gałuszka opowiadał takie zdarzenie:

"Spuscaliśmy z ojcem drzewo w lesie. Trom się odbił i spod na konia. Pogrukotało mu zadnie nogi. Widziało się nom, ze juz śniego nic. Włozyliśmy go na wóz i zawieźli do stodoły. Pojechołek po Ślopka. On widzi co jes kozoł prziniś śtyry mocne płachty i powrozy. Zrobił taki dziury w płachtak, załozył to koniowi, a potym my go wyciągli w góre i zawiesili na krokwiak. Dopiyrz mu Ślopek poskłodoł te nogi, załozył kliscotki z desecki, a u jedny nogi zawiesił kamień, coby koś nie wyskocyła. I tak musił wisiej trzy dni. A wylicył konia. A były takie konie co wisiały trzy tydnie. A kamienie wiązoł ozmaite, nabo wsuł piosku do worka i tyz było dobre."

Góral, który leczył cesarza

Sława Józefa Juraszka szybko dotarła do pałacu Habsburgów w Żywcu. Ślopek dwukrotnie leczył arcyksięcia Karola Stefana Habsburga. To właśnie z żywieckiego dworu Habsburgów opowieści o niezwykłych umiejętnościach górala ortopedy dotarły na dwór cesarski w Wiedniu.
Franciszek Józef I skacząc z konia zwichnął nogę w stawie biodrowym. Miejscowi lekarze byli bezradni. Wtedy za sprawą arcyksięcia Karola Stefana przyjechało do Ślopka w Jeleśni cesarskie wojsko. Ślopek wdział nowe odzienie; wałaskie portki, zgrzebną kuszulę, gunię, kierpce z kopytkami, założył szeroki pas i zabrał torbę z jedzeniem. Do torby załadował oscypki, bryndzę w drewnianej gielatówce z własnej holi, oraz placki, które napiekła mu jego żona Anna rodem z Sopotni Małej.
Gdy przybył na cesarski dwór, cesarz leżał w łóżku, a wokół niego lekarze i cała dworska świta. Wszyscy byli ciekawi nowego przybysza i sposobu jego leczenia. Ślopek poprosił cesarza aby towarzyszące osoby opuściły sypialnię, a gdy zostali sami chwycił nogę cesarza, sprytnie podotykał palcami i już była nastawiona. Od razu kazał cesarzowi przejść się po pokoju. Cesarz wstał i szedł utykając.
Ślopek spędził w Wiedniu dziewięć dni, póki cesarz nie zaczął sprawnie chodzić. Góral był bardzo nieufny wobec gospodarzy, dlatego jadł głównie swój prowiant: placki z bryndzą i oscypkami, którym częstował również Franciszka Józefa. Dania serwowane przez dwór cesarski jadł razem z cesarzem z jednej miski. Jak cesarz nie jadł to on też nie jadł, bo się bał, by go lekarze nie otruli.
Na cześć Ślopka została urządzona wystawna uczta, zaś sam Juraszek za swoją pracę otrzymał pozwolenie na leczenie bydła i ludzi na obszarze Galicji, pieniądze oraz kawałek lasu w Sopotni Małej. Gwardia cesarska odprawiła tego niecodziennego gościa z honorami do domu.

Pozostał w pamięci

Mimo, że od śmierci Ślopka minęło ponad 110 lat, to pamieć o góralu-ortopedzie wciąż jest żywa wśród mieszkańców Żywiecczyzny. Warto w tym miejscu również przypomnieć, że w Muzeum Etnograficznym w Krakowie znajduje się jego portret z rękami wspartymi na kolanach, na którym widać brak palca serdecznego.

Źródło: artykuł został przygotowany na podstawie materiałów Gminnego Ośrodka Kultury w Jeleśni oraz Muzeum Miejskiego w Żywcu