Kultura

Pasuje? Tak pytał publikę podczas występu Acid Drinkers, wokalista – Titus. Ale zanim do tego dojdziemy, zacznijmy do początku. Wczoraj odbył się ostatni, finałowy koncert z tegorocznego cyklu Męskie Granie, a wydarzył się w rodzimym mieście sponsora festiwalu, w Żywcu, obok amfiteatru pod Grojcem. Bramki wejściowe zostały otwarte o godzinie 17, po czym teren imprezy zaczął się momentalnie zapełniać słuchaczami. Zapytaliśmy kilku z nich o oczekiwania co do finału Męskiego Grania, oraz skąd przyjechali:

Marek i Ela (23 lata): „Przyjechaliśmy z Pszczyny, mamy nadzieję, że koncerty będą na dobrym poziomie, będziemy się dobrze bawić, spokojnie wrócimy do domu… i tyle (śmiech). Z biletami był problem, ale odkupiliśmy od znajomych, którzy nie mogli przyjechać”.

Pan Grzegorz (37 lat): „Jestem z Żywca, znam tylko część artystów, ale myślę że będę się dobrze bawił. Będzie Czesław – na niego liczę! Bilet zakupiłem dużo wcześniej więc nie było problemu”.

Większość widzów zebrała się przed 18, kiedy to punktualnie na scenę wyszedł prowadzący imprezę, dziennikarz muzyczny Programu Trzeciego Polskiego Radia, Piotr Stelmach, by zapowiedzieć pierwszego wykonawcę. Byli to Bueno Bros – duet prezentujący ciekawe podejście do muzyki elektronicznej. Przedstawili oni godne uwagi, wymagające wczucia się kompozycje, jednak do głowy cisnęło się pytanie, czy wybór ich, by zaczynali pierwsi, był dobrym pomysłem? Publika całkiem jeszcze nie rozgrzana, stała dość statycznie w różnych pozycjach względem sceny. Brak było ożywienia, zwyczajnej „rozgrzewki”.

Buenos Bros Żywiec

Buenos Bros

Męskie Granie 2012

W oczy rzucało się, że dwa pierwsze zespoły, były zespołami instrumentalnymi, co nie porwało publiki. Drugim wykonawcą byli Jazzpospolita, grupa, której brzmienie oparte jest na jazzie z domieszką rocka alternatywnego. Poziom artystów był wysoki, zagrali oni świetny koncert, lecz sytuacja z nieśmiałością wśród słuchaczy powtórzyła się. Jeszcze w trakcie występu tej grupy, dochodziła reszta gości, by wypełnić po brzegi teren festiwalu.

Jazzpospolita

Męskie Granie

Znaczne ożywienie nastąpiło, kiedy na scenę wyszedł zespół-legenda polskiego trash metalu – Acid Drinkers. Zaczęli mocno – od Hit The Road Jack. Publika poderwała się do zabawy. Zespół nie zwalniał, prezentując takie utwory, jak np.: New York, New York. W pewnym momencie na scenie pojawiła się kobieta, i to nie byle jaka... Kasia Nosowska wykonała z Acid Drinkers utwór Candy. Zderzenie tych dwóch różnych artystów dało niesamowity rezultat, robiąc niesamowicie pozytywne wrażenie.

Tomasz "Titus" Pukacki

Męskie Granie 2012

Zdjęcia Męskie Granie

Męskie Granie 2012

Acid Drinkers

Redakcji udało się przeprowadzić po koncercie krótki wywiad z Tomaszem „Titusem” Pukackim, a oto, czego się od niego dowiedzieliśmy:

Mariusz Waligóra: Zagraliście energetyczny koncert, daliście czadu, czy pamiętasz jakiś kiepski koncert w Waszej twórczości?

Titus: Na pewno się tak zdarzyło, ale nie będę pamiętać, bo był kiepski, ale chyba 99,9% koncertów jest dobrych (śmiech).

M.W: Czy wolisz kameralne koncerty czy duże?

T: Kameralne koncerty są inne, w kameralnych miejscach jest ten hałas, łomot, grzmot. Na dużych scenach gra się lepiej, jest świeże powietrze i tym to się głownie różni.

M.W: Niedługo nowa płyta, czy możesz coś powiedzieć na jej temat?

T: Zawsze mogę powiedzieć to co mówiłem: „potańcówka ala "Fishdick Zwei" właśnie się skończyła”, będzie to potężny „kanciaty”, nieopiłowany kawał metalu.

M.W: Czy chcecie jeszcze kiedyś wrócić do Żywca?

T: No pewnie! Przecież to właśnie w Żywcu został zarejestrowany koncertowy album „Varran z Comodo”. W starym amfiteatrze było wtedy pod sceną 1200 ludzi i ponad połowa płyty koncertowej została nagrana w Żywcu i był to najlepiej brzmiący koncert na całej trasie.

M.W: Jak oceniasz projekt „Męskie Granie”?

T: Bardzo interesujący dobór wykonawców. Zacytuję klasyka „Świat składa się z kobiet, pedałów i wyrośniętych chłopców, kiedy pojawi się mężczyzna ciężko to przeoczyć” (śmiech). I na tym polega istota tego festiwalu.

M.W: Jak ocenisz rozszerzenie tej formy o płeć piękną?

T: Wreszcie jest na kim oko zawiesić nie tylko pod sceną ale i na scenie.

Męskie Granie Żywiec

Następni na żywieckiej estradzie, to: O.S.T.R. Tabasco, czyli „Ostry” oraz Kochan, DJ Haem, Zorak, Killing Skills, którym akompaniowali Noise Trio. Rozgrzana publika bardzo dobrze przyjęła ten żywiołowy hip-hopowy projekt, bawiąc się cały czas. Utwór Wychowani w Polsce został bardzo entuzjastycznie przyjęty przez widownię, która do końca wspierała artystów lasem wyciągniętych rąk. „Ostrego” spotkaliśmy po występie przy scenie, nie widać było po nim zmęczenia. Otwarty, chętny do rozmowy, zaproponował papierosa. Wywiązała się krótka wymiana zdań:

Mariusz Waligóra: Bardzo energiczny występ, nie oszczędzałeś się.

O.S.T.R.: Chyba było nieźle, biorąc pod uwagę, że spałem trzy godziny. Ciekawe co by było gdybym spał pięć (śmiech).

MW: Wspominałeś na scenie, że mieliście po drodze wypadek, co się stało dokładnie?

O.S.T.R.: Drzewo spadło na nasz samochód. Maska zgnieciona całkiem, poszła przednia szyba a kokpit został zniszczony. Mamy ostatnio pecha, to już trzecia szyba w ciągu dwóch miesięcy.

Rafał Mołdysz: Podobał Ci się koncert?

O.S.T.R.: Tak, spoko, szkoda tylko, że publika jest tak daleko, wolę mieć słuchaczy bliżej.

RM: Może warto żebyś wpadł na przyszłoroczny Hip-hop na Żywca?

O.S.T.R.: Jasne, jeśli tylko dostanę zaproszenie – z miłą chęcią!

Zapraszamy również do obejrzenia krótkiego video z  występu  Acid Drinkers & O.S.T.R. Tabasko:

{youtube}Qqu9Jwp1FI0{/youtube}

Męskie Granie 2012

Męskie Granie 2012

Marek Dyjak – artysta, o którym można powiedzieć, że jest całkowicie szczery na scenie. Nie było inaczej w Żywcu. Otwarty, prawdziwy, przepełniony goryczą, ale zachwycający wrażliwością. Bez wątpienia ujął swoja postacią publiczność, wykonując takie utwory, jak choćby: Pisz do mnie. Występ ten pokazał różnorodność Męskiego Grania i choć sam Dyjak w wywiadach twierdził, że nie wie czy tu pasuje, ostatecznym komentarzem była wspaniała reakcja publiki. Z tym artystą również udało się porozmawiać. W wywiadzie wspomógł mnie Rafał Mołdysz, zobaczcie jak potoczyła się wymiana zdań z tym charyzmatycznym i mającym dużo do powiedzenia człowiekiem:

Mariusz Waligóra: Czym dla Pana jest poezja?

Marek Dyjak: Pozwolę sobie zacytować Witolda Gombrowicza, który w "Dziennikach" napisał, że piękno poezji polega na tym, że jest ona zaprzeczeniem jakiejkolwiek profesji. I ja się z tym zgadzam.

Rafał Mołdysz: Czy humaniści mają rację bytu w dzisiejszym świecie?

M.D: Oczywiście, a my to kto? Naprawdę, wbrew pozorom jest nas więcej niż się wydaje. Ludziom znudził się plastik, jeszcze zatęsknimy za kamieniem, drewnem, smakiem pomidorowej, a nie pizzy. Trzeba kochać na całego i nienawidzić też na całego. Poezja i humanizm zawsze będzie. Kiedyś jak Tuwim przyjeżdżał do jakiegoś miasta w Polsce to witały go tłumy z kwiatami, a dzisiaj jakby Pan powiedział, że jest Pan poetą to zostałby Pan wyśmiany. To dzięki poezji możemy pięknie do siebie mówić, przykładem to co napisał Wojaczek: „Mówię do Ciebie tak cicho, że aż świecę”. Humaniści żyją między światami, w całym tym codziennym biegu musimy znaleźć odrobinę czasu, żeby tę poezję czytać, przyswajać, odnaleźć w sobie, bo przecież poezja potrzebuje czasu. Poezja jest jak muzyka, jest zapisana w czasie, wydarza się.

M.W: Wróćmy jeszcze na chwilę do muzyki, co Pana inspiruje oprócz życia?

M.D: Wie Pan co, ja słucham dużo różnej muzyki. To trochę takie pytanie jakbyśmy weszli do lasu i Pan by zapytał „które drzewo Ci się podoba?”, byłoby trudno odpowiedzieć skoro podoba mi się cały las (śmiech).

M.W: Czym różnią się według Pana koncerty kameralne od dużych występów?

M.D: My humaniści jesteśmy intymni. Lepiej byłoby posadzić dziewczynę przed sobą i zaśpiewać jej te wszystkie piosenki. A na dużej scenie pośród tylu artystów chyba trochę gubimy indywidualność.

R.M: Pana opinia na temat kobiet?

M.D: Każda kobieta od małej do dużej nienawidzi kłamców. Kobiety podświadomie wyczuwają kiedy ktoś łga. One uwielbiają komplementy, ale komplement zawsze musi zahaczać o prawdę. One nie myślą tylko są mądre. Współczesny problem polega na tym, że to my – mężczyźni – jesteśmy głupcy i sobie nie radzimy. Zaczynamy golić nogi, pachy, facet powinien nosić surdut, tak jak nosił go przez 300 lat. Idziemy na coraz większą łatwiznę.

Męskie Granie 2012 Marek Dyjak

Po występie Dyjaka nadszedł czas najwyższy, żeby na scenę wyszła wokalistka śpiewająca u siebie, na ziemi rodzinnej, Monika Brodka. Już na samym wstępie zaskoczyła ona widzów oryginalną kreacją sceniczną. Czuć było od niej przejęcie tym, że gra w Żywcu, dodatkowo na Męskim Graniu. Większość jej repertuaru stanowiły utwory z ostatniej płyty, Granda. Publika nie była zawiedziona, reagowała bardzo żywiołowo na wokalistkę utrzymującą z nią dobry kontakt.

Męskie Granie 2012 Brodka

Kolejny wykonawca to: muzyk, juror, celebryta, Czesław Mozil, znany z projektu Czesław Śpiewa. Jak zakłada formuła Męskiego Grania, Czesław nie wykonywał swoich największych przebojów, a materiał mniej znany, głównie anglojęzyczny. Pozytywnie zaskoczyła publikę energiczność repertuaru, w skład którego wchodziło szerokie instrumentarium i szybkie tempo.

Męskie Granie 2012 Czesław Śpiewa

Muzyk w specyficzny dla siebie sposób komunikował się z widownią za pomocą krótkich wypowiedzi, np.: że „był ostatnio na Facebooku i ma na sobie koszulkę z reklamą”, albo, że „świeżo u nas, mamy tutaj świeże powietrze”. Publiczność z zadowoleniem odkryła „inną” stronę Czesława. Z Czesławem udało się nam porozmawiać po porannej próbie, zobaczcie film:

{youtube}HlMi1ok-nSY{/youtube}

W międzyczasie naszej redakcji udało się dotrzeć do dyrektora artystycznego Męskiego Grania, czyli Katarzyny Nosowskiej, a oto wywiad z Pierwszą wśród Pań na Męskim Graniu:

Mariusz Waligóra: Jak Pani Katarzyna Nosowska pochodząca z nad morza czuje się w górach?

Katarzyna Nosowska: Czuje się bardzo dobrze, aczkolwiek moja pierwsza przygoda z górami skończyła się dramatycznie – dostałam tutaj zawrotów głowy od nadmiaru tej zupełnie innej przestrzeni i lekarz z pogotowia powiedział mi, że ludzie z Pomorza często przeżywają takie delikatne załamania w momencie kiedy po raz pierwszy pojawiają się w górach. A więc też tego doświadczyłam, ale potem już każde pojawienie się w tam gdzie są wzniesienia nie przysparza mi problemów.

M.W: Proszę skomentować swoją tegoroczną rolę dyrektora „Męskiego Grania”. Co do Pani należało,

jakie role Pani powierzono?

K.N: Tak naprawdę to jest skromna rola. Brzmi dumnie, ponieważ dyrektor zawsze kojarzy się z jakąś ważną funkcją, a tak naprawdę cały ten festiwal moim zdaniem opiera się na ludziach którzy robią te wszystkie inne rzeczy o których się mniej mówi – czyli Ci ludzie którzy stawiają scenę, tworzą całą infrastrukturę, sprawiają, że wszystko przebiega perfekcyjnie. To są tak naprawdę moim zdaniem kluczowe postacie. A moja rola sprowadzała się do tego by zaproponować publiczności artystów którzy byliby zaskakujący, otwierający słuchacza na nowe horyzonty muzyczne. Taki zestaw który miedzy sobą będzie się dobrze komunikował, bo cechą charakterystyczną tego festiwalu jest to, że na scenie spotykają się różni ludzie i razem wykonują, bardzo niecodzienne działania muzyczne, artystyczne. Myślę, że ludzie po tym wszystkim stwierdzą, że było to naprawdę ciekawe.

M.W: Czy miała Pani dylematy przy wyborze artystów?

K.N: Jedynym dylematem, było to, że miałam mało przestrzeni do wykorzystania. Tych koncertów było tylko sześć, a występy są bardzo krótkie w przypadku każdego artysty, a więc lista artystów których chciałabym polecić jest naprawdę dużo większa. Boli mnie głównie to, że nie mogłam zaprosić wszystkich, których chciałam.

M.W: Co Pani powie o rozszerzeniu tegorocznej edycji o płeć piękną?

K.N: Wiem, że być może dla wielu osób jest to kontrowersyjne. Nie był to mój pomysł, bo pewnie sama bym na coś takiego nie wpadła, wychodzę z założenia, że po co psuć coś co naprawdę było świetne, a uważam, że poprzednie edycje Męskiego Grania wyszły rewelacyjnie, Pan Waglewski był wspaniałym dyrektorem. Jest to kontrowersyjne, ale świadczy też o tym, że organizatorzy nie chcą odcinać kuponów tylko chcą zaproponować coś nowego. Nie dziele świata na męski, damski, jesteśmy po prostu ludźmi i ten podział dokonuje się tylko na poziomie fizycznym.M.W: Przejdźmy teraz do zespołu, ostatnia płyta była lżejsza, bardziej alternatywna. Czy Hey wróci do trochę ostrzejszego grania?

K.N: Myślę, że dopóki nie pozamiatamy si z tego świata to taki moment przyjdzie, ale to jeszcze nie teraz. Właśnie skończyliśmy nową płytę, która ukaże się jesienią. Nie jest to kontynuacja poprzedniej płyty, ale jest to płyta, która korzysta z tych możliwości, które zagwarantowała tamta płyta, czyli ludzie przyzwyczaili się do tego, że może być dziwnie, że może być odważniej. Ale myślę, że nagramy radykalnie ostrą płytę, być może jak skończę 50 lat (śmiech).

M.W: Jak się Pani lepiej pracuje – solowo czy z Hey?

K.N: I tak i tak jest cudownie. Cenię sobie bycie w zespole, rozumiemy co to jest zespół, co jest ważne. Istniejemy w końcu 20 lat i uważam to za wyczyn, powinniśmy kiedyś dostać Fryderyka za to, że wciąż jesteśmy razem, bo uważam, że to jest sztuka – ludzie potrafią się poróżnić z różnych błahych powodów o pieniądze, albo w jakimś gorszym momencie dla zespołu. My przeżyliśmy super momenty i również te gorsze, ale łączy nas relacja prawie rodzinna. Zespół Hey jest dla mnie bazą i macierzą, z której wybieram się na inne poszukiwania artystyczne, po to by się rozwijać, mieć poczucie, że najadłam się w życiu dźwięków, zabawy ze sztuką i do tego służą moje solowe projekty.

M.W: Jakie ma Pani obecnie marzenia, prywatnie i artystycznie?

K.N: Zdrowie. A artystycznie chciałabym, żeby nowa płyta się komuś podobała. To jest ten trudny moment kiedy zrobiliśmy płytę – bardzo się staraliśmy – i teraz ten nieznośny lęk czy ktoś będzie chciał tego słuchać.

M.W: Jak Pani podsumuje dzisiejszy ostatni koncert tegorocznego Męskiego Grania oraz cały tegoroczny cykl?

K.N: Ilość osób, która pojawiła się w Żywcu jest oszałamiająca i dawno czegoś takiego nie widziałam. Jest to dla mnie bardzo wzruszające, zwłaszcza gdy widziałam tłumy oczekujące w kolejce do wejścia.

Katarzyna Nosowska Męskie Granie

W krótkich przerwach pomiędzy występami, mikrofon przejmował Piotr Stelmach, zapowiadając artystów oraz podając informacje organizacyjne i było tak aż do finału, czyli występu zespołu Hey. I tym razem dziennikarz Radiowej Trójki zabrał głos, informując, że Kasia Nosowska obchodziła dwa dni wcześniej urodziny. Cały festiwal chóralnie odśpiewał wokalistce „sto lat”, zaczynając koncert. Wzruszona Nosowska, wraz z zespołem, zaczęła od utworu Faza delta z ostatniej płyty, Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy! Choć album należy do lżejszych, mniej gitarowych, świetnie sprawdził się na żywo. Kolejny numer, to tytułowy utwór ze wspomnianego albumu. Trzeba przyznać, że świetna ścieżka basowa prawie zdmuchiwała spod sceny. Piersi ćwierć – to numer w którym gościnnie wystąpił O.S.T.R. Świetne wykonanie – cóż można więcej napisać. To jednak nie był jedyny muzyk występujący gościnnie z Hey. Kolejny numer z ostatniej płyty to Umieraj stąd – Hey wykonał go z Moniką Brodką. Wcześniej Monika zaśpiewała Kasi po raz drugi wraz z publicznością „sto lat”. Niewątpliwie tegoroczna dyrektor artystyczna zapamięta ten koncert. Kolejny wspólny występ Hey zaliczył z Czesławem, z którym wykonał, znany z nagrania MTV Unplugged, Sic!. Na koniec nie mogłoby by być nic innego niż numer Ognia. Na scenie pojawił się Marek Dyjak i wykonał z Kasią Nosowską utwór tegorocznej edycji Męskiego Grania, w sposób niezwykły. Aż szkoda było, że festiwal się kończy, zarówno słuchaczom, jak i muzykom, którzy przeciągali finał utworu, jak tylko się dało. W końcu zabrzmiał ostatni dźwięk i trzeba było wrócić do rzeczywistości.

Całość wypadła naprawdę niesamowicie. Dobór artystów był w tym roku bardzo interesujący, a sami muzycy stanęli w Żywcu na wysokości zadania. Zapewnili słuchaczom świetne show, na które składały się różnorakie style muzyczne, pasja i szczerość. Męskie Granie zmienia formułę z roku na rok. Tym razem dołączyły do tego grona panie i jak powiedziała Kasia Nosowska, pokazały swoją siłę. Czekajmy zatem do następnej edycji, która nie wiadomo co nam przyniesie. A wam pasowało? Piszcie w komentarzach.

Męskie Granie 2012

Autor: Mariusz Waligóra

Fotoreportaż: Kinga Krzyżowska

Wideo: Sławomir Brak, Paweł Gołąb

Kopiowanie materiałów zabronione.