Zwyczaje Bożonarodzeniowe w Sopotni Małej

Zwyczaje Bożonarodzeniowe w Sopotni Małej

W minionych czasach życie wsi toczyło się zgodnie z porami roku, wykonywaną w danym okresie pracą, świętami kościelnymi i związanymi z nimi zwyczajami i obyczajami. Mieszkańcy rzadko opuszczali rodzinną wioskę, dlatego nie przynosili wieści ze świata. Żyli zgodnie z tradycją swoich przodków.

Do II wojny światowej zachowali dawne zwyczaje, które po wojnie stopniowo zanikały. Na skutek przeżyć wojennych, zmianą warunków życia w związku z masowymi wyjazdami do pracy, braku czasu, przenoszenia nawyków nowoczesnego życia i kultury. Ubywa ludzi tamtych lat, a z nimi giną dawne tradycje. Przygotowania do świąt Bożego Narodzenia zwanych „godnie święta” rozpoczynały się od największego w roku jarmarku  w Żywcu na Tomę tj. św. Tomasza, około 21 grudnia. Wtedy kto żyw jechał na furmankach przez Jeleśnię, a najczęściej pieszo przez gronie, do Żywca, aby sprzedać jajka, masło, drób, cielaka lub barana, kupić ubrania dla rodziny na święta, miód, cukier, solone śledzie z beczki, czasem najtańsze cukierki na choinkę i świeczki. W wigilię rano ojciec wnosił choinkę do domu składając życzenia „Na szczęście, na zdrowie, na to Boże Narodzenie, żebyście byli zdrowi, weseli, jak w niebie Anieli, tak to Boże dej, żeby się chowały cieliczki i byczki, jak w lesie jedliczki. Konia jak groń, świnia jak skrzynia, kura jak w piecu dziura” - domownicy odpowiadali: „Tak to Boże dej”. Ojciec zawieszał choinkę pod powałą, którą ubierały dzieci wieszając jabłka, cebulę, orzechy  w koszyczkach z bibułek - zamożniejsi  - cukierki. Choinkę posypywali „śniegiem” z bibuły. W późniejszych latach choinka stała już przy oknie, na której były kolorowe świeczki. Cały dzień obowiązywał ścisły post. Gdy zauważono pierwszą gwiazdę na niebie, wszyscy zbierali się wokół stołu odświętnie ubrani. Ojciec odkroił piętkę chleba, który przeżegnał krzyżem. W piętke wkładał kolorowy opłatek z miodem i wkładał ją do siana na stole przykrytym lnianym, białym obrusem, mówiąc przy tym: „Głodny piesek, głodna suczka, chodzćie ku nam gody jeść”. Pod stołem stawiano koszyk z ziemniakami, w którym były ziemniaki naznaczone nacięciami. Jedno nacięcie na ziemniaku wczesnym, dwa na średnim, trzy na późnym, które lepiej kiełkowały przesadzano wierząc, że najlepiej obrodzą. Koło pieca stawiano maśnicę do ubijania masła ze śmietany, aby masła i mleka cały przyszły rok było pod dostatkiem. Pod obrus kładziono pieniądze aby ich nie brakowało. A różaniec i książeczkę do modlitwy, aby  rok był spędzony po bożemu.  Na stole położono drewnianą miskę i łyżkę dla głodnego przybysza. Każdy zapalał swoją świecę. Jeżeli świeca paliła się jasnym płomieniem, to oznaczało, że będzie szczęśliwy i zdrowy. Świerczenie oznaczało chorobę, a gdy zgaśnie to śmierć. Ojciec rozpoczynał wieczerzę modlitwą, którą podejmowali obecni, nakładał kroplę miodu na opłatek i podchodził z życzeniami do żony, a następnie do dzieci. Kolejno życzenia składała matka, a na koniec dzieci. Po życzeniach stawiano na stole odpowiedniej wielkości drewnianą lub glinianą misę, zależnie od wielkości rodziny. Jedną misę dla wszystkich. Do misy kładziono kolejno po zjedzeniu groch, fasolę, grzyby, pieczarki, tj. suszone jabłka, gruszki i śliwki, kapustę kiszoną, surową z beczki polaną olejem lnianym. Na koniec były śledzie marynowane z cebulą i chlebem oraz kompot z suszonych jabłek. Na stole było też ciasto z posypką, aby wszystkiego co spożywali nie brakło w przyszłym roku. Przy wigilijnym stole omawiano prace w gospodarstwie, wyznaczano poszczególne kawałki pola pod zasiew i uprawy okopowych, aby były bogate plony. Wspominaliśmy sny jakie mieli w okresie adwentu, z których wróżono  co ma się spełnić w roku następnym dla ich i rodziny. Wieczerzę wigilijną kończono modlitwą dziękczynną. Gospodarze szli do bydła w szopie z resztkami ze stołu wigilijnego. Piętkę chleba z opłatkiem wkładano do zboża w sąsieku, aby dobrze  plonowało. Dorosłe dziewczyny przynosiły naręcze drewienek, aby sprawdzić, czy jest ich liczba parzysta Wtedy miały nadzieję, że rychło wyjdą  za mąż. Po wyjściu na podwórko nadsłuchiwały skąd zaszczeka pies - z tej strony przyjdzie jej przyszły mąż, obejmowały sztachety w płocie. Jeżeli ich liczba była parzysta to wyjdą za mąż. Przed północą gromadnie szli na pasterkę do Jeleśni.  Rano odwiedzali się wzajemnie starsi sąsiedzi, składając życzenia, częstowali się wódką na zdrowie. W dniu św. Szczepana chodzili kolędnicy z gwiazdką, śpiewali kolędy, składali życzenia i podziękowania za datki. Przygrywał skrzypek i dudzista. Mniejsze dzieci śpiewały kolędy za oknami. W Szczepana święcono kiście owsa, które rzucano wzajemnie na siebie. W dniu Trzech Króli chodzili królowie: czarny, biały i czerwony. Anioł,  Żyd i August. Tańczyli i śpiewali kolędy.  Anioł składał życzenia poszczególnym domownikom. Przygrywali na skrzypcach, dudach i heligonce. Jeżeli nie otrzymali kolędy to rozbierali choinkę. Wieczorem przed Nowym Rokiem chodzili przebrani w stroje „dziady”. Częstowano ich plackiem i wódką. Do domów nie wchodzili, śpiewali pod drzwiami. Jeżeli otrzymali poczęstunek, chwalili śpiewem gospodarza, jeżeli nie to ganili. -„Żebyś gorzołeczki  nie pił , papinku dzieciom nie zjodoł, bo kupa dzieci mos” itp. W dzień Matki Boskiej Gromnicznej rozbierano choinkę. Ostatni wtorek przed środą popielcową chodzili po wsi mięsopustnicy. Uczestniczyli w nich stateczni gospodarze. A wieczorem szli na tańce, gdzie kobiety tańczyły Bona. Tańce rozpoczynały gospodynie przyśpiewkami, mocno pociągały z butelki. Tańcowano na urodzaj kwacków, fasoli i ziemniaków. Później dołączyli do nich mężowie i rozpoczął się taniec „konia”. Młodzież nie miała wstępu. O północy kończył się okres świąt, rozpoczynał post.

Autor: Bronisław Grzegorzek

Zdjęcie i informacja: GOK Jeleśnia


Drukuj   E-mail