Wydarzenia

Na co dzień pracuje w Bielsku-Białej jako operator maszyn. Bezgranicznie kocha swoją córkę Zosię, bez której nie widzi świata. Wsparciem jest dla niego jego dziewczyna Ola. Od 10 lat wytrwale ćwiczy na siłowni, a wszystko to łączy z niezwykłą pasją, jaką jest... modelarstwo zapałczane. Poznajcie Bartłomieja Seweryna i jego niecodzienne hobby.

Katarzyna Mołdysz: Wiele osób ma jakieś hobby. Jedni zbierają znaczki, kapsle, drudzy malują, grają na instrumentach, jeszcze inni tworzą budowle... z zapałek. Od razu nasuwa się pytanie, jak rozpocząłeś swoją przygodę z zapałkami?

Bartłomiej Seweryn: Moja przygoda z zapałkami zaczęła sie około 11 lat temu. Jeden z wychowanków Domu Dziecka w Żywcu tworzył modele z zapałek, głównie domki i to go bardzo uspokajało. Z racji tego, że byłem osobą bardzo nerwową, postanowiłem spróbować tej zabawy i rzeczywiście, po jakimś czasie stałem się o wiele spokojniejszy. Oczywiście początkowo modele nie wychodziły zbyt ładnie, ale jak już się wkręciłem i nie poddawałem się, to ich wygląd zdecydowanie się poprawił.

KM: Jaki był Twój pierwszy model i kiedy go zbudowałeś?

BS: Pierwszy model, który zapadł mi w pamięci, to mały domek, niestarannie wykonany, no ale od czegoś trzeba było zacząć. Składał się on z 300 zapałek, powstał około 2005 roku.

KM: Jak się przygotowujesz do zrobienia modelu? Sporządzasz jakieś schematy?

BS: Modele wykonuję głównie na podstawie fotografii – robię zdjęcia danego obiektu, a potem tworzę model. Po narodzinach mojej córeczki postanowiłem sobie nieco utrudnić zabawę i zdecydowałem się zrobić zamek z 10.000 zapałek, bez zdjęć, rysunków itp., po prostu - tak z głowy. Zajęło mi to wiele czasu, bo aż 6 miesięcy, ale warto było!

KM: Co sprawia Ci największą trudność w tworzeniu?

BS: Najbardziej czasochłonne i wymagające są małe elementy, zwłaszcza klamki, schody i oświetlenie.

KM: Kleisz od dłuższego czasu. Masz może jakiś tajny patent jak wykonać poszczególne elementy?

BS: Patenty wychodzą w trakcie, z życia. Przykładowo - łuki drzwiowe można zrobić w ten sposób, ze zapałkę wkłada się do kieliszka z letnią woda. Są też inne, ale nie zdradzę – tajemnica zawodowa (śmiech).

KM: Zapałka zapałce nie równa. Masz może jakiś szczególny rodzaj zapałek, z których lubisz budować?

BS: Lubię zapałki z Biedronki, właściwie nie bardzo wiem dlaczego, może z prozaicznego powodu - są tanie? (śmiech).

KS: Zapałki wydają się tanie, ale czy tak jest w rzeczywistości, jeśli do wykonania budowli potrzebujesz ich setki a może tysiące?

BS: Owszem, same zapałki są tanie i tak większość ludzi to postrzega, nie patrząc m.in. na koszty zakupu kleju. Dodatkowo, gdy w modelu chcemy zainstalować np. oświetlenie, to koszty znacznie się zwiększają.

KM: Skąd czerpiesz inspiracje?

BS: Inspiracje czerpię w głównej mierze z rzeczywistości, otaczającego świata i oczywiście otaczających nas obiektów. Inspirują mnie stare budynki, jak np. domek chiński, ich wykonanie jest bardzo trudne, ale to mnie właśnie motywuje.

KM: Twoje wytwory z zapałek robią ogromne wrażenie. Co więcej, wśród nich znajdują się i takie, które nawiązują do naszego miasta. Pochwalisz się co masz już zrobione?

BS: Mam zrobione dwa, moim zdaniem, warte uwagi modele – Karczmę Żywiecką oraz Domek Chiński. To prace zbudowane z ponad 3.000 zapałek. Właśnie z tych modeli jestem naprawdę dumny, gdyż wiernie odwzorowują pierwowzory. Ponadto posiadam makietę domu, który znajduje się nad Jeziorem Żywieckim. Zbudowałem też model domu, który jest w Cięcinie, został on przeznaczony na aukcję charytatywną, mającą na celu pomoc choremu dziecku.

KM: Dlaczego akurat te budowle starałeś się odwzorować? Czy uważasz, że są one znakiem rozpoznawczym Żywca?

BS: Uważam, że stworzone przeze mnie modele są charakterystyczne dla naszego miasta, które jest piękne i niepowtarzalne. Teraz te budynki stoją, ale kto wie co będzie za kilkanaście, kilkadziesiąt lat? Może ich nie być, a mi pozostaną bezcenne modele z zapałek.

KM: Ogarnia mnie niedowierzanie, gdy pomyślę ile czasu i cierpliwości poświęciłeś na zbudowanie tych modeli. Trudno jest tworzyć?

BS: To w głównej mierze zależy od człowieka, jaki jest i co ma w środku. Mnie to uspokaja i mam tę świadomość, że nie ma takiej drugiej budowli z zapałek jak moja, to bezcenne uczucie.

KM: Masz w planach stworzenie jeszcze czegoś nawiązującego do Żywca? Może Arcyksiążęcy Browar Zamkowy? Albo ratusz?

BS: Zaproponowane przez Ciebie przykłady to ambitne i bardzo wymagające realizacje, ale kto wie, co mnie zainspiruje w przyszłości? Na ten moment w planach mam stworzenie modelu kościoła pw. Św. Floriana w Żywcu-Zabłociu.

KM: Myślałeś kiedyś nad tym, aby pokazać się ze swoimi modelami na wystawie?

BS: Owszem... Rozważałem taką możliwość. Twierdzę jednak, że przyjdzie na to czas. Z pewnością wtedy, gdy zakończę pracę nad czymś wielkim, może właśnie nad modelem kościoła w Żywcu-Zabłociu?

KM: Tworzysz na zamówienie?

BS: Oczywiście! Głównie realizuję zamówienia na domki. Kilka moich prac trafiło do Norwegii. Bardzo dużą popularnością cieszą się też szopki bożonarodzeniowe.

KM: Czy oprócz modelarstwa zapałczanego masz inne pasje?

BS: Obecnie moja największą pasja jest córeczka Zosia! Poza tym uwielbiam sport oraz trenuję sztuki walki.

KM: Dziękuję za rozmowę i życzę wiele cierpliwości i samozaparcia w poszukiwaniu inspiracji i tworzeniu nowych dzieł!