Historia

Papiernia jest smutnym przykładem upadku żywieckiego przemysłu. Niegdyś ogromna fabryka, która dawała zatrudnienie tysiącom ludzi, dziś puste budynki i tląca się afera związana z ostatnim właścicielem. Kiedy powstało „Solali”? Jaka pozostała w pamięci pracowników? Jakie kryje tajemnice?

Zgłębiając historię naszego regionu dowiadujemy się, że żywiecka papiernia była jednym z najmłodszych zakładów tego typu w naszej okolicy! Zacznijmy jednak od początku...
W wyniku rozbiorów Polski teren, na którym obecnie mieszkamy został wcielony do Austrii. Galicja, mimo wielu swobód, borykała się z brakiem przemysłu i pogłębiającym się gospodarczym i kulturalnym zacofaniem. Mieszkańcy galicyjskich wsi utrzymywali się głównie z pracy w karłowatych gospodarstwach, które nie były w stanie utrzymać dużych chłopskich rodzin. Dlatego też w owym czasie, czyli na początku XIX wieku, wielu ludzi wyjeżdżało do pracy zarobkowej na obczyznę. Początek dziewiętnastego stulecia to również okres, w którym na wieś trafiają tzw. nowinkarze. Ludzie ci przynosili ze sobą wieści o życiu w dalekich krajach, nowych technologiach, warsztatach i fabrykach. Jednym z takich nowinkarzy był mieszkaniec Kamesznicy o nazwisku Bryja. Mężczyzna spędził młodość dorabiając się w obcych krajach. Zobaczył tam wiele oraz zdobył umiejętność wyrobu papieru i tektury. Po powrocie w rodzinne strony w przysiółku Złatna urządził prymitywny warsztat i rozpoczął produkcję tektury drzewnej. Z dostępnych źródeł wiemy, że początki tej manufaktury sięgają kilka lat przed rok 1838, czyli momentu kupna dóbr żywieckich przez Habsburgów od Wielopolskich. Historia pierwszej papierni na Żywiecczyźnie kończy się w roku 1913, gdy po pożarze warsztat Bryji zostaje zlikwidowany.
Podobne i równie stare warsztaty znajdowały się w Kamesznicy – fabryczka Zarzeckich oraz w Szarem, Rajczy, Jeleśni, Siennej i Milówce.
Co ciekawe, w "Kronice Żywieckiej" ks. Franciszka Augustina możemy również odnaleźć wzmiankę o pierwszej papierni w Żywcu, znajdującej się na Ispie, zbudowanej przez autora kroniki! Pod rokiem 1832 czytamy: 


W 1832 roku zbudowałem papiernię, często żyjąc z tego powodu po spartańsku i zaciągnąwszy długi, które osiągnęły sumę ponad 4000 zł reńskich. Wtedy przyszedł kupiec Laborandi, który kupił papiernię za sumę równą tym długom. I tak zostałem uwolniony od trosk. Cieszę się, że tak poważne zadanie, niemożliwe do wykonania, przeprowadziłem, jak przewidywałem. Co zaś mnie charakteryzowało, to szybkość, z jaką dokonałem budowy, ponieważ dom w ciągu dwudziestu jeden dni był gotowy aż do murów i dachu. Dom papierni o dwóch kondygnacjach skończyłem w ciągu szesnastu dni roboczych. Natomiast kupiec miał skończyć malowanie. Malowanie pochłonęło pięć tygodni. Prace tego typu wymagają wiele czasu, ale przeprowadziłem je bardzo szybko, dzięki mojemu wysiłkowi.

W kolejnej części przyjrzymy się historii powstania papierni na Zabłociu. 

Autor: RM
Zdjęcie ze zbiorów Zdzisława Bindy