„Żywieckie Gody” wczoraj i dziś

Połowa stycznia to czas, kiedy w naszym regionie zaczynają się odbywać imprezy związane z „Żywieckimi Godami”. Na wstępie można napisać ogólnie, że to przegląd lokalnych grup kolędniczych.

Żywieckie żywieckimi, ale czym w ogóle są gody? Ta wiedza pozwoli lepiej zrozumieć nazwę i charakter całej imprezy. Oczywiście słowo to ma wiele znaczeń. Które będzie pasowało do naszego przeglądu? W tradycji słowiańskiej jest to święto upamiętniające przesilenie zimowe. Zwycięstwo światła nad ciemnością, a więc dnia nad nocą. Rozgłaszające czas, od kiedy dnia zaczyna przybywać. Zwycięstwo światła przynosi ludziom radość i optymizm. W czasie obrzędów godowych wróżono przebieg nastającego roku - urodzajność, pomyślność, pogodę – często wręcz zaczarowując to powodzenie, by rzeczywiście nastało. Święto godowe zostało określone przez dawnych Słowian kolędą.

Można gody zatem nazwać i kolędowaniem. Jak wiele, tak i ten obyczaj przeniknął i zespolił się niejako z obrzędami katolickimi. Kolędowanie, gody, kojarzą się niezmiennie z czasem Bożego Narodzenia, który przypadł na przesilenie zimowe, a którego czczenie trwa do Święta Trzech Króli.

Pomimo, że nasza współczesność jest mocno zindustrializowana, podskórnie i w dużej mierze podświadomie wciąż związani jesteśmy z kalendarzem astronomicznym, kiedyś bardzo istotnym dla cywilizacji żyjącej głównie z hodowli i uprawy roli. Przełom zimy przynosi i nam dzisiaj ten jego optymizm, nawet jeśli nie jest w pełni uświadomiony i nie okazujemy go rytualnymi występami. Gody zwiastują tą radość, trochę w naszym imieniu.

Tyle etymologii samego słowa. Nazwa „Gody Żywieckie” oddaje więc bardzo precyzyjnie to, czego się tyczy. Przeglądu grup kolędniczych, aktywnych w okresie godowym. Zadziwiającym nieco jest fakt takiej aktywności w epoce codziennością odległej od folklorystyki. Beskidzkie kolędowanie przekazywane jest w formie czynnego podtrzymywania tradycji z pokolenia na pokolenie. Kolędują żywieccy i podżywieccy przebierańcy w swoich miejscowościach i na przeglądach, prezentując figury często wspólne dla ogólnopolskiego folkloru, ale często też bardziej oryginalne i typowe dla siebie. Każda wieś, wręcz każdy przysiółek naszych Beskidów, ma ambicję stworzenie swojej tradycji godowej, swego zespołu kolędniczego. Najlepszym przykładem na to mogą być „Sopotniańscy Trzej Królowie”. Kto to?

Trzej Królowie Sopotniańscy – żywy element tradycji kolędowania w Sopotni Małej, ujawniają się święto Trzech Króli. W lokalnych obrzędach występowali mężczyźni z muzykantami, Aniołem, Żydem i Augustem. Śpiewali, składali życzenia odwiedzanym domownikom, zapraszali na wspólną zabawę do remizy. Taki obchód trwał 3 dni. Tradycja nie była kultywowana w czasie okupacji hitlerowskiej, kiedy to zakazano tego rodzaju obchodów, a większość ludności wsi została wymordowana lub wywieziona na przymusowe roboty. Trzej Królowie Sopotniańscy kolędowali ponownie po wojnie, do dziś, z przerwą na lata 1994 – 2004. Obecnie czyni to głównie Zespół Regionalny Romanka.

Inne figury obrzędowe, dopuszczane do konkursu w Żywieckich Godach:

Kominiarz – otwiera pochód grupy „obcych”, postaci spoza wsi i lokalnej społeczności. Zwinny, cwany, czyni psikusy gospodarzom.

Koń – symbol witalności, zdrowia i mocy. Konie zwykle mają wielkie, kolorowe czapy, tańczą i skaczą. Muszą mrzeć, podobnie jak przyroda i potem tak samo się odrodzić.

Niedźwiedź – odziany w skóry, symbolizuje siłę i płodność. Zaczepia panny, turla się po ziemi.

Muzykant, Komendant – wodzirej grupy, gra na heligonce(odmiana harmonii). Składa też życzenia gospodarzom i zbiera pieniądze.

Pachołki – zręczne, strzelają z bata, a strzały te wypędzają zło. To oni zajmują się też końmi i muszą zrobić wszystko, żeby zwierzęta – które umierają podczas obrzędu – wskrzesić.

Cygan i Cyganka – cyga handluje końmi oszukuje. Ma barwny, błyszczący strój. Towarzyszy mu żona. W Kamesznicy na cygankę mówi się macinula. To na wspomnienie żyjącego kiedyś rzeczywiście w tej wsi cygana Macina.

Dziechciorz – przybyły z Czech lub Słowacji handlarz ziołami i smarami, typ dzisiejszej „złotej rączki”.

Żyd - handlarz, występować może z żoną, żydówką. Obecnie figura raczej wyparta przez lekarzy, fotografów, fryzjerów.

Śmierć – przybywa z zaświatów. Symbolizuje zarówno koniec, jak i początek wszystkiego. Bo po śmierci rozpoczyna się nowe życie.

Kolęduje na Żywiecczyźnie postać znana w kulturach regionalnych całego kraju, czyli turoń. Kim jest, co symbolizuje?

Turoń - maszkara przedstawiająca rogate i włochate zwierzę z kłapiącą paszczą. Osoba odgrywająca turonia przykrywa się płachtą albo futrem baranim i trzyma przed sobą łeb, zamontowany na długim kiju, kłapiąc szczęką przez pociąganie jej sznurkiem. Turoń płata figle, szczególnie kobietom, szturchając, zaczepiając. Symbolizuje płodność. Przekazywał ją gestem, bodąc rogami.

Regulamin imprezy dopuszcza też udział następujących kolędników i grup obrzędowych występujących w izbie: mikołaje, kolędnicy z gwiazdą, kulą, soplem, szopką, kozą, owsem, turoniem, różanką, trzej królowie, kolędnicy z rajem, Dorotą, szopką ruchomą, herody, szlachcice, pielgrzymi, z konikiem, kolędnicy bez rekwizytów, poza oknem, mięsopustnicy. Właśnie, kto to mięsopustnicy?

Mięsopust – to dawna nazwa „ostatków”, czyli ostatnich trzech dni zapustnych przed Wielkim postem. Doby poświęcone tańcom, biesiadom, pijatyce. Wyraz powstał jako zrost dwóch innych: mięso i opust – pożegnanie, opuszczenie na czas wielkiego postu. Mięsopustnikiem określano zabawowicza. Mięsopustować zatem, oznacza hulać w mięsopust. Wyraz ten, dziś zapomniany i archaiczny, występował często w różnych staropolskich utworach poetyckich i kronikach.

Geneza

Cykliczne, coroczne gody żywieckie długością swojej historii niewiele ustępują Tygodniowi Kultury Beskidzkiej. W tym roku odbędą się czterdzieste ósme. Niedużo więc pozostało do jubileuszowych pięćdziesięciu edycji. Jak się to wszystko zaczęło?

Idea zrodziła się w roku 1968, podczas obchodów 700 lecia lokacji miasta Żywca. Imprezę uświetniało między innymi wejście na Rynek różnych grup obrzędowych. Pośród nich znaleźli się Jukoce z Zabłocia. Uznawany dziś za pomysłodawcę i twórcę omawianej imprezy, Tadeusz Trębacz – wtedy kierownik Referatu Kultury Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Żywcu – podczas ich występu zasugerował prezesowi Towarzystwa Miłośników Ziemi Żywieckiej, Józefowi Mikusowi konieczność zorganizowania przeglądu powiatowego dla takich grup kolędniczych. Koncept został podchwycony. Pierwszy przegląd zorganizowano już w następnym roku. Jego regulamin opracowali: Tadeusz Trębacz, Janina Glanowska z Wydziału Kultury Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej i prof. Roman Reinfuss – znany badacz kultury ludowej. Inną ze wspominanych inspiracji dla powstania przeglądu były sukcesy zespołów z Żywiecczyzny na będzińskim przeglądzie „Herody”, w styczniu 1969 roku. Uświadomiło to również tutejszym władzom, jakie na obszarze ich działania tkwi bogactwo etnograficzne. Tadeuszowi Trębaczowi wciąż przyświecała idea powstrzymania procesu wymierania ludowych tradycji. „Gody” miały być na to sposobem. Imprezę udało się stworzyć w kolosalnym stopniu dzięki zaangażowaniu pracowników i działaczy z domów kultury, w których lub pod patronatem których się odbywała. Najpierw był to żywiecki „Papiernik”, potem Młodzieżowy Dom Kultury. Od pierwszych edycji przeglądowi towarzyszyły konkursy rekwizytów obrzędowych, ubiorów kolędniczych, masek, szopek, czy gwiazd. Organizowała je Magda Meres. Plebiscyty owe wyłoniły wielu twórców ludowych z powiatu, o których wcześniej nikt nie wiedział.

W pierwszej edycji „Żywieckich Godów”, w Zakładowym Domu Kultury Fabryki Papieru, wzięło udział 15 grup kolędniczych. Imprezę rozgłaszały gazety krakowskie. Należy brać pod uwagę, że Żywiec należał wówczas do tamtego województwa. Przewodniczącym jury był prof. Roman Reinfuss. Jego sława naukowa potwierdza atrakcyjność imprezy. Zwycięzcą został Zespół Klubu Rolnika z Sopotni Małej, a wyróżnieni zostali Jukoce z Żywca. Przez kilka kolejnych lat ilość uczestników nieznacznie rosła.

Przez dziesięciolecia

Rok 1973 przyniósł ze sobą poszerzenie kategorii na przebierańców noworocznych oraz obrzędy zimowe i grupy kolędnicze.

W 1975 roku „Żywieckie Gody” odbyły się w Milówce, odnosząc sukces frekwencyjny.

Wraz ze zmianą administracyjną i stworzeniem województwa bielskiego, przegląd w roku 1976 zyskał rangę wojewódzkiej imprezy. Nie wpłynęło to jednak znacząco na frekwencję, szczególnie że prezentujących się uczestników z innych części województwa nie dotarło wielu.

Rok 1977 to już kolędowanie w plenerze. Ujsoły, Jeleśnia, Korbielów, Przyborów. Na początku ideą występów „na świeżym powietrzu” było pobudzenie do aktywności miejscowości nie nastawionych na działania folklorystyczne. W Żywcu występowały grupy kolędnicze, a „dziady” i Jukoce w plenerze.

Na „gody wojewódzkie” zaczęły z czasem przyjeżdżać zespoły z Beskidu Śląskiego, czy jeszcze dalszych części kraju. Przy okazji już Wojewódzkiego Przeglądu Zespołów Obrzędowych „Żywieckie Gody”, Dział Wydawnictw i Dokumentacji Wojewódzkiego Domu Kultury wydrukował informator imprezy. Odtąd stało się to coroczną regułą. W tamtym roku też przybył efektowny konkurs trzaskania z bata – potem już na stałe związany z imprezą, oraz konkurs powinszowań. Coraz bardziej widoczne zaczynało być zainteresowanie imprezą ze strony mediów, nawet ogólnokrajowych.

Omawiana impreza w lata 80-te wkroczyła przeglądem wojewódzkim, odbywającym się w Żywcu i Przyborowie. Ilość uczestników wyraźnie wzrosła, bo było to już 26 zespołów, 10 winszujących i 18 trzaskających z bata. Wygrały Beskidzkie Powsinogi z Kamesznicy, konkurs powinszowań Mieczysław Stanowski ze Stronia, a strzelania z bata Adam i Henryk Fijakowie z Cięciny. Za 2 lata zespołów było już 52. Kłopoty ze śnieżną zimą powodowały, że coraz rzadziej odbywały się przy okazji festiwalu wyścigi sań, czy tradycyjne kuligi. Za to zaczął bywać minister kultury Kazimierz Żygulski, a w tym czasie odbywały się w żywieckim muzeum sesje folklorystyczne z prof. R. Reinfussem. Spektakularność konkurencji powodowała, że przybywało trzaskających batem. W połowie dekady startowało ich w swojej konkurencji już 28.

W ciągu tych 48 ośmiu lat przegląd nie odbył się tylko raz. W roku 1982, kiedy jego regularny czas przypadał na początek stanu wojennego. Można zatem napisać, że kulturę pokonała polityka.

Na przełomie lat 80/90 impreza, przez to że była starsza niż województwo bielskie, przestała być określana przeglądem właśnie wojewódzkim. Za kilka lat pojawi się na jakiś czas podwójna numeracja. W roku 1990 startowało 33 uczestników w głównej kategorii, pojawiła się konkurencja zespołów dziecięcych. Znacząco wzrosła frekwencja 8 lat później, bo przegląd liczył 65 zespołów i 21 trzaskających z bata. W miarę lat następowały zmiany w regulaminie, co czasem odróżniało tą imprezę od poprzednich.

Wiek XXI pierwszy, może skutkiem postępu technologicznego i wszelkich zmian cywilizacyjnych, pomimo głośności medialnej samej imprezy zaowocował pozornym spadkiem ilości występujących zespołów, choć w praktyce należałoby to określić zmianą struktury konkursu. I tak w roku 2010, w 41 Przeglądzie Zespołów Kolędniczych i Obrzędowych „Żywieckie Gody” uczestniczyło 18 grup plenerowych, 50 grup kolędniczych i 23 trzaskających z bata. Współorganizatorem był już też Regionalny Ośrodek Kultury w Bielsku – Białej. Jak będzie w tym roku? Dowiemy się i przekonamy już niebawem.

Współczesność, czyli styczeń 2017

„Żywieckie Gody” dzielą się obecnie na przegląd zespołów zespołów kolędniczych i obrzędowych oraz zawiera się w nich też przegląd grup obrzędowych, występujących w plenerze. Ta druga kategoria zawiera w sobie występy Jukocy. Grupy kolędniczej z żywieckiej dzielnicy Zabłocie, która to grupa szczególnie aktywizuje się w Sylwestra i Nowy Rok. Barwnie poprzebierana kolęduje wówczas w mieście. Obecnie już całym, mimo że do niedawna most na Sole był dla nich nieprzekraczalną granicą. W roku 2017 Jukoce i inne grupy plenerowe zaprezentują się w Milówce, w samym Żywcu będziemy mieli do czynienia z przeglądem pokonkursowym. Współorganizatorem jest żywieckie MCK, a partnerstwo Regionalnego Ośrodka Kultury spowodowało, że i w Bielsku – Białej odbędą się pokazy.

Nie tylko statystyki pokazują, że nie wymiera ani tradycja, ani potrzeba i chęć eksponowania, jej. W dobie cyfryzacji, duże zainteresowanie tym tematem widać też w przestrzeni internetowej, na rozmaitych portalach społecznościowych. To zjawisko ciekawie łączy dwie, z pozoru bardzo odległe od siebie, sfery, skutkując pozytywną i życiodajną dla tradycji osmozą. Zapraszamy i w swoim imieniu do obserwacji i uczestnictwa.

Autor: Michał Cichy

Źródła i materiały pozyskane w Bibliotece Muzeum Miejskiego w Żywcu:

„Encyklopedia staropolska tom III” Zygmunt Gloger, WP Warszawa 1985.

„Żywieckie Gody 1969 – 2010” - wyd. Regionalny Ośrodek Kultury, Bielsko-Biała 2010.


Drukuj   E-mail