Jak wyglądały pierwsze dni niepodległości w Radziechowach?

Jak wyglądały pierwsze dni niepodległości w Radziechowach?
Prezentujemy tekst oraz przemyślenia Małgorzaty Kasperek na temat pierwszych dni niepodległości w Radziechowach. Zapraszamy do lektury. 
GODŁA W BŁOCIE
Zdjęcie, które postanowiłam dzisiaj Państwu zaprezentować być może pochodzi z pierwszych lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Trzej przystojni roześmiani młodzi mężczyźni na tle budynku ówczesnej szkoły podstawowej, który obecnie jest siedzibą Przedszkola im. Władysława Pieronka w Radziechowach. Zapewne wszyscy kiedyś do tej szkoły uczęszczali, a jeden z nich stał się 100 lat później patronem radziechowskiego przedszkola. Władysław Pieronek na zdjęciu pierwszy z lewej. Niezmiennie zachwyca mnie pierwotna elewacja budynku szkoły. Chciałabym, aby kiedyś przedszkole wróciło do wyglądu z tamtych czasów. Budynek ma już 110 lat.
Jak wyglądały pierwsze dni niepodległości w Radziechowach? Jak społeczność, która nie pamiętała innej niż zaborcza rzeczywistość, radziła sobie z wolnością? Ci, którym udało się przeżyć zawieruchę wojny wracali do rodzinnych domów. Wśród powracających po wojennej tułaczce z niewoli był Władysław Pieronek, który w swoich osobistych wspomnieniach "Śladem życia" tak opisuje tamte dni:
"(1918r.) W ostatni dzień października przynieśli żołnierze wiadomość o rozpadnięciu się Monarchii Austro-Węgierskiej.
Wiadomość tę potwierdzili ci, którzy przyjechali w dniu WW Świętych.
Wszystko żyło pod nastrojem wiekowych przemian, w pełni zadowolenia i radości.
Tradycyjnym zwyczajem zebrała się gromadka mężczyzn pod ścianami Kółka Rolniczego, szczególnie młodzieży, do spotkania po tygodniowych zajęciach, celem wymiany myśli, wiadomościach o zajęciach, ewentualnie zdobycia jakiegoś miejsca pracy, oraz obserwacji przechodzących reprezentacji wystrojonych, chcących się przedstawić z godnością swojego stanu.
Głównym tematem w dniu WW Świętych było rozpadnięcie się Austro-Węgier.
Do grupy podszedł feldfebel żandarmerii austriackiej Adam Juraszek, z pełnymi dystynkcjami.
Podszedłem do niego i w grzecznych słowach przedstawiłem mu ostatnie posunięcia jako Polakowi, z uwagą o usunięcie odznaki austriackiej z czapki – na co oburzony zagroził „schtrafanceigą” za sprofanowanie Monarchii Austro-Węgierskiej.
Po tych słowach sięgnąłem po czapkę i zrzuciłem odznakę na drogę.
Ta sama historia powtarzała się i z innymi.
Po nieszporach i uroczystości cmentarnej zrzuciliśmy wszystkie godła austriackie, jakie były umieszczone na sklepach tytoniowych, z wyjątkiem sklepu Markusa Gluksmanna, który dowiedział się o usuwaniu i ukrył, a wszystkie inne leżały w błocie.
W następnym dniu zjawił się posterunek żandarmerii austro-węgierskiej z Węgierskiej Górki, celem spisania protokołu z poczynionych przestępstw, ale za dwa dni zorganizowane oddziały naszej polskiej organizującej się armii, zlikwidowały go.
Zwierzchność gminna, z wójtem Tomaszem Pieronkiem, zwrócili się do mnie, ażebym prowadził sekretarstwo gminy, które przez wojnę nie było prowadzone, a całą robotę prowadził sam wójt.
Nie było to zajęcie które by dawało chociażby skromne zabezpieczenie życiowe, nie miałem innego zajęcia i zgodziłem się chwilowo prowadzić.
Powracający żołnierze frontowi, którzy nie wstąpili do organizowanej Armii Polskiej, wałęsali się bez zajęcia, a nawet organizowali i czynili wypady nocne.
Jedna z takich zrobiła przegląd kasy w majątku Wieprz. Kasę wyciągnięto i po rozbiciu okazało się, że była pusta.
Drugi wypad był na właściciela tartaku w Twardorzeczce Józefa Knapka, a trzeci na Ignacego Proppera, szynkarza pod kościołem; w wyniku tego napadu pozostał kaleką na całe życie.
Na płocie wójta Tomasza Pieronka przybito skórę cielęcą z napisem „Ty bydzies tak wisioł jak ta skóra.”
Postępowanie powracających z frontu, dla rodzin których czynił starania w czasie wojny o aprowizację, zasiłki rodzinne, otaczał opieką biednych i starców, tak zraziło, że przekazał akta gminne i pieczątkę zastępcy Tomaszowi Czechowi, a ten z kolei Pieronkowi Władysławowi, tymczasowemu sekretarzowi.
Cała władza spoczęła w rękach sekretarza.
Wobec takiego stanu rzeczy, sprawę przekazałem Komisarzowi Powiatowemu panu Ludwikowi Dobiji, b. posłowi do parlamentu austriackiego, który sprawował zarządzanie powiatem i po paru tygodniach zarządzono przeprowadzenie wyborów wójta.
Zebrana Rada Gminna wybrała wójtem Tomasza Bielę, który jako inwalida powrócił z wojny. Po dokonaniu wyborów, postawił wniosek radny Marcin Goryl, ażeby przeprowadzić losowanie, na co pan Biela oświadczył swoją zgodę.
W przeprowadzonym losowaniu korzystny los przypadł panu Gorylowi.
Marcin Goryl objął stanowisko wójta."
Takie były pierwsze dni w nowej rzeczywistości. Wszyscy uczyli się życia w niepodległej Polsce na nowo. Jedni radzili sobie z tym lepiej, drudzy gorzej. Podobnie jak obecnie, zdarzały się też rozczarowania krótką pamięcią ludzi i brakiem wdzięczności. Cóż, samo życie. Myślę, że utrwalone na piśmie wspomnienia Władysława Pieronka są niezwykle cenne z uwagi na uchwycenie atmosfery tamtych dni. Znamy suche fakty historyczne. Świadkowie tamtych dni niestety już odeszli. Pozostało jedynie nieco zapisów w literaturze pięknej. Władysław Pieronek opisał te chwile tak, jak potrafił. Starał się przy tym być obiektywny i chwała mu za to. Dzięki niemu i jego potomkom mam zaszczyt przypominać Państwu dzisiaj radziechowskie historie. Zdjęcie udostępnił mi Pan Mieczysław Pieronek.
Autor: Małgorzata Kasperek (RADZIECHOWSKIE HISTORIE)
Zdjęcie: Mieczysław Pieronek 

Drukuj   E-mail