Pożegnanie Jana Bielawskiego

Pożegnanie Jana Bielawskiego

Jan Bielawski przez całe swoje życie uratował tysiące istnień ludzkich przed śmiercią czy kalectwem. W pięknych słowach pożegnali go Najbliżsi.

Tata miał wielkie serce. Serce pełne miłości, współczucia, dobra i zachwytu, które pozwalało mu na tak wiele. Stworzyli razem z Mamą dużą, szczęśliwą rodzinę, doczekali się córki i pięciu synów. Ja, jako najmłodszy z rodzeństwa, dostałem imię po moim ojcu. To Tata nauczył mnie zachwycać się światem. Pokazał, że warto być dobrym, wrażliwym i pełnym empatii człowiekiem. Do końca swojego życia będę mu wdzięczny za każde słowo, uśmiech, wspólne śpiewanie, gest i ciepłą, mocną dłoń. Dłoń, którą prowadził mnie od najmłodszych lat i którą mogłem uścisnąć po raz ostatni na szpitalnym łóżku, szepcząc przez łzy słowa pożegnania.
Jednocześnie wiem, że nie miałem Taty tylko dla siebie – był w końcu lekarzem, przez całe swoje życie uratował tysiące istnień ludzkich przed śmiercią czy kalectwem. Wiódł wspaniałe życie, pełne zakrętów, słonecznych dróg, rwących rzek, podróży, śmiechu, emocji i wrażeń – aż do samego końca, kiedy zwyczajnie zabrakło mu sił.
Na pogrzeb Taty przybyło z różnych stron bardzo wiele osób. W tym trudnym czasie pandemii, obostrzeń, wszechpanującego (czasem bardzo zasadnego) strachu przed chorobą, zjawiła się rodzina oraz przyjaciele - z Lublina, Warszawy, Krakowa i dalszych zakątków świata. Dostałem listy, pełne współczucia, z Nowego Jorku i z Australii. Moje rodzeństwo również otrzymało słowa otuchy i wsparcia, z bliska i z daleka.
W imieniu nas wszystkich, pogrążonych w nieutulonym smutku po odejściu nestora naszego rodu, chciałem z całego serca szczerze podziękować.
Jesteśmy niewymownie wdzięczni wszystkim tym, którzy swoją obecnością, myślą, telefonem, spojrzeniem i gestem uświetnili pamięć o Tacie – zarówno tuż po jego odejściu jak i na pogrzebie.
Sąsiadom, pacjentom, mieszkańcom Żywiecczyzny i okolic, wszystkim tym, którzy przybyli na ceremonię pożegnalną – bardzo dziękujemy. Każde wasze słowo i gest były niczym mocne szwy na nasze zranione serca i dusze. Choć serce Taty przestało bić, to pamięć o jego jasnym spojrzeniu, głębokim głosie i wielkiej empatii żyje nie tylko w nas, ale także w Was. Dziękujemy, że to właśnie z Wami mogliśmy pożegnać ukochanego przez nas Tatę.

W imieniu rodziny Bielawskich,
Jan Bielawski junior